Kolumbia – Dzień 695

Dziś wszystko wraca do normy, po długim weekendzie. Wczoraj w Kolumbii znowu było jakieś święto, już nie nadążam, w każdym razie na ulicach było pusto. Dziś od rana duży rwetes, uliczni sprzedawcy owoców ciągną lub pchają swoje dwukółki, wózki z owocami, drąc się niemiłosiernie „aguacate”, albo „naranjas” albo „mandarinas”. Niesie się wysoko, nawet do nas na 9 piętro.

Poza tym dzień jak codzień dużo pisaniny, zabrakło prądu w ciągu dnia, na godzinę, to było trochę przerwy. A potem jeszcze rehabilitacja. także dużo się dzieje. Na deser o 17 pojechaliśmy nad morze, żeby blisko było, na wyciągnięcie ręki… a nie, ze z okna tylko sam widok..

okłady, masaże i prądy. zwykła sesja…

Mango. Tu są takie małe, moje ulubione. Słodkie, pachnące miodowe.

Dzień sześćset dziewięćdziesiąty piąty – 18.08.2020

———————————-