Peru – Dzień 397

Dzień trzysta dziewięćdziesiąty siódmy 25. 10.2019

Noc na wysokości 3000 m n.p.m. była rześka. Miejsce, gdzie spaliśmy okazało się przestronnym kompleksem budynków, starej, antycznej haciendy, robiącej duże wrażenie. Dużo placyków i patio, piękny ogród wiele pokoi do wynajęcia. Wszystko utrzymane w kolonialnym stylu. Wystartowaliśmy ponownie pełni zapału i nadziei, że droga będzie dużo łatwiejsza i pójdzie sprawnie. Niestety nasze nadzieje okazały się ponownie płonne i przejechaliśmy w sumie około 260 km, przez cały dzień.

amazonia

Okazało się, że asfalt skończył się w kolejnej wiosce, ponownie spotykamy mnóstwo zakrętów i szutrową nawierzchnie, wspinamy  się na ponad 3500 m n.p.m. Selwa nie chciała nas wypuścić z objęć. Śpieszymy się, ponieważ kończy nam się pozwolenie na wjazd auta w Peru, a do granicy z Ekwadorem jeszcze bardzo daleko.  Jemy parszywy obiad, w jakieś wiosce w chińskiej knajpie. Nocleg dziś fatalny, jechaliśmy jak najdalej się da do zapadających ciemności. Przykleiliśmy się na malutkiej polance, na poboczu drogi. Upał jest tak wielki, że o 23.00 jesteśmy wciąż oblani potem, a w kabinie jest ciągle 26 stopni. Jak tu spać, panie, jak spać???

aaaaa004

————————————-