Dzisiaj wreszcie rano nie było zimno, obudziliśmy się na plebanii, szybko się spakowaliśmy, zjedliśmy śniadanie (jajecznica ze szczypiorkiem) i już byliśmy gotowi jechać. Niestety. Nasz motocykl nie był gotowy do wyjazdu. Jeden odpalił ładnie, od pierwszego strzału. Drugi stwierdził, że nigdzie nie jedzie.