1143 dzień wyprawy
Tak. W jeden dzien zaliczamy Islandię i docieramy do Malagi. o 6 rano lądujemy. Islandia. Keflavik czy jakoś tak, niby Reykyavik ale nie. W sklepie na lotnisku chcę sobie kupić kubez z napisem Islandia, ale szybko wybijam sobie to z głowy (około 11 dolarów w przeliczeniu)

Cos około ósmej lecimy dalej. Znowu pięć godzin. Daleko, długo, zmęczeni przysypiamy w samolocie, w końcu lądujemy. Malaga wita nas słońcem i wysoką temperaturą. Zrzucamy kurtki i krzyczymy hurra, na szczęście Krzysiek ma wszystko sprawdzone i dokładnie wiemy gdzie iść,zeby wsiąść do busiku, który wiezie nas do wypożyczalni. Tam dają nam to co wybraliśmy, czyli wersja ekonomiczna Fiat Panda. Poobijany, uszkodzony, robimy zdjecia , film. Przychodzi też mail do nas, z wyszczególnieniem wszystkich obcierek i uszkodzeń. Trochę się obawiamy, ale trudno. Zapłaciliśmy 1000 euro z karty kredytowej kaucji, także jest trochę nerwowo, bo nie bierzemy dodatkowego ubezpieczenia.

Dojeżdżamy sprawnie do Nerja. Całkiem przyjemny pokoik zamówiliśmy na bookingu. Nowy, odświeżony, ładny. Spędzimy tu trzy najbliższe dni. a raczej noce. Idziemy po lekkim ogarnieciu i odświeżeniu do sklepu, najpierw Mercadonę zaliczamy. Próbujemy sie zorientować co zjeść. Mylę kapsułki do ekspersu do kawy. Kupuję małe, a miałam duże. Ale porażka.
Decydujemy że zjemy coś na mieście, na ciepło. Nerja ładna.
Nerja to miejsce, którego charakter ukształtowały dwa zupełnie różne żywioły: woda i izolacja. Arabska nazwa Narixa, oznaczająca obfite źródło, nie była przypadkowa, bo to właśnie dostęp do wody z gór Sierra de Almijara pozwolił miastu przez wieki trwać przy rolnictwie i produkcji jedwabiu, podczas gdy inne porty żyły wyłącznie z handlu morskiego. Przez stulecia była to osada wybitnie obronna, o czym przypomina historia dzisiejszego Balcón de Europa. To, co dziś służy za taras widokowy, było niegdyś potężnym fortem La Batería, uzbrojonym w armaty mające odpierać ataki piratów i wrogich flot. Fort ten został ostatecznie zrównany z ziemią nie przez czas, a przez Brytyjczyków w trakcie wojen napoleońskich, co paradoksalnie otworzyło miasto na morze w sensie wizualnym.
Współczesna twarz Nerja narodziła się właściwie w 1959 roku, kiedy przypadek zaprowadził grupę nastolatków do wnętrza jaskiń Cueva de Nerja. To odkrycie, choć ściągnęło na miasto oczy całego świata naukowego, nie doprowadziło do urbanistycznej katastrofy, która dotknęła sąsiednie miejscowości. Nerja uniknęła losu betonowej dżungli dzięki restrykcyjnej polityce budowlanej – miasto postawiło na niską, białą zabudowę, zachowując strukturę wąskich uliczek schodzących stromymi klifami prosto do kameralnych zatoczek. Dzięki temu do dziś, spacerując po centrum, czuje się raczej klimat andaluzyjskiego puebla niż kurortu.
Obecnie miasto żyje w specyficznej symbiozie turystyki z rolnictwem subtropikalnym. Wystarczy wyjechać kawałek poza obszar zabudowany w stronę Maro, by zobaczyć, że to wciąż królestwo awokado, mango i papai, a nie tylko hoteli. To właśnie ten mikroklimat i ukształtowanie terenu sprawiają, że Nerja wygląda dziś jak zawieszona w czasie. Zamiast szerokich bulwarów z sieciówkami, dominuje tu lokalny handel i gastronomia, która wciąż opiera się na tym, co rano wyłowią rybacy. Miasto jest świadome swojej odrębności i mimo ogromnej popularności, wciąż potrafi sprawiać wrażenie miejsca, w którym życie toczy się według rytmu wyznaczanego przez słońce i pory zbiorów, a nie tylko harmonogram przyjazdów autokarów.
15.04.2026




