1146 dzień wyprawy
Skoro świt się zrywamy. Czyli guzik prawda. Mieszkanko które wynajęliśmy na trzy dni, ma okna w hiszpańskim stylu, wychodzą na podwórko, albo nawet nie, na taką jakby klatkę, komin, z czterech stron okna mieszkań.. także słońce nie dochodzi, nie ma problemu kiedy jest upał, bo mieszkanie sie nie nagrzewa. Jednak rano nie wiadomo czy już wstać, bo jest ciemnawo, półmrocznie.
W każdym razie wstajemy i jedziemy do Setenil de las Bodegas. Jest to jedno z najbardziej niezwykłych miejsc w całej Andaluzji, którego unikalność wynika z niemal organicznego połączenia architektury z geologią. W przeciwieństwie do wielu innych białych miasteczek, które budowano na szczytach wzniesień w celach obronnych, Setenil rozwinęło się w wąwozie rzeki Trejo. Mieszkańcy nie tyle budowali domy pod skałami, co wykorzystywali naturalne nawisy skalne jako gotowe dachy i ściany swoich domostw. Ta symbioza stworzyła fascynujący krajobraz ulic, takich jak Cuevas del Sol i Cuevas de la Sombra, gdzie potężne bazaltowe bloki dosłownie wiszą nad głowami przechodniów, tworząc naturalną izolację termiczną, która od wieków chroni przed andaluzyjskim upałem.

Historia osadnictwa w tych jaskiniach sięga tysięcy lat, jednak to czasy rekonkwisty nadały miastu jego dzisiejszą tożsamość i nazwę. Nazwa Setenil wywodzi się z łacińskiego wyrażenia septem nihil, co oznacza siedem razy nic. Odnosi się to do siedmiu nieudanych prób zdobycia miasta przez chrześcijańskie wojska, które odbijały się od naturalnych fortyfikacji wąwozu. Dopiero w 1484 roku, po długim oblężeniu, miasto poddało się koronie kastylijskiej. Drugi człon nazwy, de las Bodegas, pojawił się znacznie później i nawiązuje do złotego okresu produkcji wina i uprawy winorośli, które przechowywano w chłodnych, skalnych piwnicach. Choć plaga filoksery w XIX wieku zniszczyła większość lokalnych winnic, tradycja uprawy oliwek i produkcji doskonałych wędlin przetrwała do dziś.

Spacerując po dzisiejszym Setenil, uderza przede wszystkim pionowa struktura miasta. Nad jaskiniowymi domami, na samym szczycie klifu, górują pozostałości mauretańskiego zamku oraz kościół Encarnación, który powstał na fundamentach dawnego meczetu. Miasto nie stało się jedynie turystyczną makietą; w skalnych domach wciąż toczy się normalne życie, a w zagłębieniach pod skałami działają bary i warsztaty. Co ciekawe, mimo że słońce rzadko dociera do dna wąwozu, miasto promienieje dzięki wszechobecnemu białemu wapnu, którym regularnie malowane są fasady. Setenil pozostaje żywym dowodem na niesamowitą adaptacyjność człowieka, który zamiast walczyć z trudnym ukształtowaniem terenu, postanowił uczynić z niego swój największy atut i bezpieczne schronienie.
Po południu dojeżdżamy do Puerto de Santa Maria. Tu mamy hotel. Ze śniadaniem. Jemy szybki lunch, ogarniamy sie i idziemy zobaczyć gdzie jest punkt odpływania promów do Kadyksu. Jutro „morska” wyprawa…
18.04.2026



