Dzień pięćset sześćdziesiąty dziewiąty – 14.04.2020
Poranna kolumbijska kawa z naszego ekspresu, czyli kafeterki ciśnieniowej, smakuje wyśmienicie. Jakoś tak to już stało się codziennym rytuałem, że parzymy ją codziennie rano i mamy chwilę ciszy z widokiem na plaże. Jeszcze wtedy nikt nam nie hałasuje i nie przeszkadza, bo wszyscy śpią. Z reguły jest to trochę przed siódmą, a czasem nawet wcześniej. Jakoś tak wstajemy bardzo wcześnie pomimo, że nie musimy…
Dziś nadszedł czas na prace fizyczne. A mianowicie na odnowienie bagażnika dachowego i kilku elementów stalowych. Przez ostatni miesiąc postoju na naszej plaży widać wyraźnie mocno postępujący nalot na kilku częściach.
Sól z morza zżera bardzo szybko stal… Zatem rozkręcam ruchome elementy szlifuję najpierw wiertarką z końcówkami, a potem część papierem ściernym. Ciężka robota! Na dodatek słońce dziś jakoś mocniej piecze i nie ma chmur… Ale po prawie całym dniu efekty są zadowalające. Niestety zostało kawałek bagażnika na jutro…
No ale idzie też praca intelektualna. Wiesława słowo za słowem i wers za wersem składa w całość książkę. Będzie bestseler! A, wszyscy macie już nasza poprzednią książkę?? ;). Jak nie to tu jeszcze można kupić…
https://zaczytani.pl/ksiazka/pod_niebem_patagonii_czyli_motocyklowa,druk
———————————-








