101 dzień wyprawy
Po wielu dniach spędzonych w „naturalnym środowisku”, czyli Parkach Narodowych, miło było ponownie obudzić się w cywilizacji, o ile tak można nazwać Walmart.
Niech każdy myśli co chce, jednak spanie na parkingu pod dużym supermarketem ma swoje plusy. Po pierwsze jest się w miarę bezpieczny, po drugie zaopatrzenie pod ręką, po trzecie jest łatwiejszy dostęp do sanitariatów.
Zatem poranek rozpoczynamy od kawy. Następnie zakupy, aby uzupełnić wyzartą już zawartość lodówki. Korzystając z dostępu do Internetu sprawdzamy różne rzeczy i przygotowujemy kolejne filmy z obecnej wyprawy. Około 11 ruszamy w kierunku północnym, do stanu Montana.
Nie każdy zdaje sobie sprawę, że takie długie podróże niosą ze sobą ryzyko „zarośnięcia brudem”, dlatego dziś rozglądamy się za możliwością „odszczurzenia”, czyli kąpieli. I już dwadzieścia kilka kilometrów za Cody dostrzegamy w miejscowości Powell basen (centrum aquatica). Szybkie rozpoznanie i rzucenie okiem na stronę internetową tego przybytku i już decydujemy się korzystać z tej opcji. 6 usd za basen. Wchodzimy do obiektu, wewnątrz jest duża przestrzeń pełnowymiarowy basen i osobną część z podgrzewaną wodą i jacuzzi.. Przez ponad dwie godziny raczymy się przyjemnościami basenu i ciepłej wody, a na deser korzystamy z pryszniców i dokładnie się myjemy…

Mocno odświeżeni spożywamy na pobliskim parkingu przygotowaną rano zupę soczewicową. Woda bardzo pobudza apetyt. Na deser ciastko czekoladowe (made in Walmart, 7 centy…)
Wyruszając z Powell czujemy za sobą oddech burzowych chmur. Jednak za granicą stanu Montana, którą przekraczamy, udaje nam się ją wyprzedzić. Tym sposobem wyszliśmy sucho z tej pogody.

Zbliżamy się do granicy z Kanadą.. Mamy jeszcze chęć odwiedzić kolejny park, ale o tym niedługo.. Póki co, wjeżdżamy do Montany…
08.06.2023



