1038. Pożegnanie starego roku

1038 dzień wyprawy

Jeśli ktoś oczekuje, że jakoś z pompą będziemy żegnać stary rok, to oczywiście jest w głębokim błędzie. Jedziemy i jedziemy i jedziemy. Okazuje się, że już wiele czau niejako zmitrężylismy na rozlicznych kampingach po drodze i teraz już naprawdę tzeba przyśpieszać, by bez problemu o czasie który jest zapisany w wizie wyjechać ze stanów do Meksyku.

1035. Kierunek Amistad

1035 dzień wyprawy

Dziś do przejechania ponad 100 mil, ale według pierwotnego planu mieliśmy zrobić ponad 300, także nie jest źle. Zadecydowaliśmy że jednak zrobimy przerwę na nocny wypoczynek gdzieś w połowie drogi i padło na Amistad National Recreation Area. Jest tu naprawde uroczy, niedrogi camping, bez żadnych przyłączy, ale widok, po prostu bajeczny.

1030. Galveston

1030 dzień wyprawy

Galveston to takie miejsce, które nie krzyczy: „atrakcja turystyczna!”, ale raczej mruga porozumiewawczo i mówi: „chodź, pokażę ci coś prawdziwego”. Wyspa u wybrzeży Teksasu, trochę zapomniana, trochę niedoceniana, z historią znacznie bogatszą, niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka.

1029. Okrutna mgła i Houston

1029 dzień wyprawy

Jakoś tak ciepło się zrobiło, że w nocy aż nie można spać…. Rano wstajemy wcześnie… A potem jedziemy i jedziemy. POnad 200 mil do przejechania. No taka mgła że nie można wytrzymać. Jedziemy, jedziemy i jedziemy. Ale najdłuższe dwie godziny musimy przeczekać w kolejce na prom na wyspę Galvestone, gdzie mamy w parku stanowym zarezerwowany kamping.