215 dzień wyprawy
Spanie w dzikich miejscach czasem przynosi niespodzianki. Po pierwsze zgodnie z prognozami, chmury się rozwiały, zostały tylko niewielkie strzępy. Po drugie, z miejsca gdzie jesteśmy wypłasza nas staruszek z psem. Nie ma miejsca na poranną toaletę. Podjeżdżamy więc około 10 km dalej, na Rest area, jest toaleta, stoliki. Robimy więc przy plaży kawę i podgrzewamy wczorajsze placki (zostało ich dużo).
Dziś jest całkowicie odmiennym dniem od kilku poprzednich. PO pierwsze widać ocean. Po drugie jest duża przejrzystośc powietrza, co umożliwia podziwianie zatoczek. Po trzecie nie pada, więc można wyjść z auta. Po czwarte wreszcie jest naprawdę ciepło, powyżej 20 C.





Widoki zmuszają nas do stawania do kilka minut w celu podziwiania krajobrazu.
Niewielkim stresem jest zbliżająca się granica stanów miedzy Oregonem a Kalifornią. Podobno na granicy nie wolno przewozić świeżych owoców i waryw. Zjadamy pozostałe jabłka i banany aby nie musieć się tłumaczyć. Okazuje się że kontrola polega tylko na ty,m, że strażnik pyta, czy przewozimy owoce. Odpowiadamy , że nie i jedziemy dalej. Do tego ogranicza się ta kontrola.
I już dzień dobry w Kalifornii..
Niestety musimy się śpieszyć nieco do Redding, także nie możemy się zatrzymywać na dłużej. Tam to właśnie zamówiliśmy piekarnik campingowy, także jedziemy i jedziemy i jedziemy dziś aby go zdążyć odebrać… Robimy sporo kilometrów. I z tyłu głowy mamy myśl, że musimy jechać.

Paczkę musimy odebrać najpóźniej do niedzieli wieczorem, czyli jutro, zatem z drogi 101 skręcamy w wchód przed miejscowością Eureka w drogę 299 i gnamy.. Zostało nam nieco ponad 200 km dojazdu do celu.
Na noc chcemy stanąć w połowie tej drogi 299.
30.09.2023
—————————–



