61. Teksańska prowincja

61 dzień wyprawy

Spaliśmy w Midland i ta miła noc była bardzo zimna. Temperatura w nocy spadła do około 4-5 stopni Cesjusza. To wspaniale, bo mogliśmy się dobrze wyspać, upał i gorączka nie daje zazwyczaj spokojnie spać.  Na śniadanie pojechaliśmy do pobliskiego Cracker Barrel, już drugi raz gościmy w tej sieciówce. Bardzo nam się spodobało, a poza tym świętujemy oktawę przed rocznicą ślubu. Jakoś trzeba sobie wytłumaczyć takie fanaberie.

Pancakes… palce lizać

Najedzeni po brzegi ruszamy dalej, jedziemy nieco bocznymi drogami w kierunku Roswell. Mamy prawie 300 kilometrów.

Jedziemy i jedziemy. Przy pomocy aplikacji GasBuddy podjeżdżamy do Odessy, gdzie kupujemy najtańsze paliwo, bo po 3,31 USD za galon.

Ceny w niektórych miejscach całkiem przyjemne…

Testujemy kuchenkę Coleman

Jedziemy dalej, ale wiedzeni jednak ciekawością zatrzymujemy się na autostradowym parkingu i podejmujemy próbę (zresztą całkiem udaną) ugotowania obiadu na nowej maszynce Coleman.  Trochę nam wiatr przeszkadza, ale jakoś udaje nam się ugotować wspaniałą zupę soczewicy. Soczewica kupiona jeszcze w Meksyku, ale marchewka (1,98USD) i dwa ziemniaki (3,80USD) już w Walmarcie. Do tego cebula, za dużą też płacimy 1,7 USD, ale dzielimy ją na trzy posiłki, taka jest duża. Amerykańska.. 😉

Odpalanie kuchenki próba nr 1
Gotowanie na benzynie, na dwóch palnikach…
Zupa palce lizać…

Zjadamy zupę, pijemy potem kawę. Ruszamy.  Znowu długo jedziemy, gorąco, a późnym popołudniem opuszczamy Teksas i wjeżdżamy do Nowego Meksyku. Trochę bocznymi drogami dojeżdżamy do parkingu przydrożnego (Rest area). Decyduję jednak, że pojedziemy jednak do Roswell, brakuje 71 mil, także trochę śpieszno jedziemy, ale już po zmroku dojeżdżamy na parking pod Walmartem

29.04.2023

————————————-

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.