1112 dzień wyprawy
Nadszedł długo już planowany dzień. Wyjazd z Meksyku do Stanów. Wiadomo, musimy jechać i tak wyczekaliśmy długo, jedziemy prawie na ostatnią chwilę, by spokojnie wyjechać. Rano wypiliśmy kawę, szybkie sniadanie i wyjeżdżamy. Postanowiliśmy, ze z Iwoną i Andrzejem spotykamy się na campingu w Portero i zrobimy pożegnalnego grila.
Nie rezerwowaliśmy campingu (jak się potem okaże i dobrze) ale po kolei.

Jedziemy do tecate. to przyjemna niby, spokojna, kameralna granica. Kolejka jak pies. stoimy dwie godziny w kolejce i w pewnej chwili jeden, potem drugi, potem trzeci gość macha nam ręką i coś pokazuje. wysiadam z auta. Okazuje się że pod kamperem leci, wycieka płyn. Okazuje się że to płyn olej hydrauliczny od skrzyni biegów. No dramat. Dostaję do głowy, nie wiem co robić. Stoimy w kolejce, nie ma jak wyjechać . Andrzej za nami,Buickiem, chyba za 100 aut dalej..

NO dużo by opowiadać. Finalnie przestało lecieć, dokupiliśmy płynu i podjęliśmy decyzję, by wracać do Rosarito. Jakieś jaja naprawdę. Universum sobie naprawdę posłuchało, że płakałam, że nie chce wyjeżdżać…

15.03.2026



