12 dzień wyprawy
Dziś wstaliśmy wspaniale wyspani o tutejszej 4. To znaczy wcale nie wstaliśmy bo po co wstawać w nocy… albo super wczesnym rankiem. Generalnie trochę walczyliśmy z Jet Lagiem, bo jednak różnica czasu daje się w kość. Ciekawe jak będzie wieczorem…
Jemy śniadanie w całkiem przyjemnym hotelu Mura, ma jedną wadę, jest za daleko od centrum. Od czegokolwiek. Nie wzięliśmy ze sobą wtyczki do kontaktu, bo w Meksyku trzeba i jesteśmy w czarnej dupie.

Na 14 wypożyczyliśmy auto. Niestety po 14 godzinie kobieta pisze, że olej zmieniają i że jeszcze trochę to potrwa. Finalnie przyjeżdżają o 15.15, wkurzeni jesteśmy bardzo, ale nawzajem się uspokajamy. Przyjeżdża jeepem przemiły Hiszpan, gadamy, wypożyczamy, płacimy kaucję, jest ok. Prosimy by podjechał z nami do OXXY, kupujemy kartę do Internetu za 29 + 200 Peso doładowania (6 Gb).
Żegnamy się przed Oxxo oni odjeżdżają drugim jeepem, my jedziemy tym białym Liberty, oj to za dużo powiedziane. Wyjeżdżamy z parkingu na drogę i od razu słyszymy chrupniecie . Za chwile okaże się że to wypadł sworzeń w przednim kole…

Potem następuje akcja żeby ogarnąć ten cały bałagan… Okazuje się że dopiero co zakupiona karta do internetu nie chce zadziałać. Po kilku chwilach wiemy, że powodem jest zbyt stary telefon który specjalnie naprawiliśmy przed podróżą. Wkładamy więc kartę do jednego z naszych głównych telefonów i zaczyna działać. Ufff.
W międzyczasie zaczepiamy kobietę pod pobliską apteką i prosimy o kontakt z wypożyczalnią samochodów. Po kilku próbach udaje się nam dodzwonić i uzyskać informacje, że już organizują dla nas kolejne auto. Siadamy więc na krawężniku i czekamy…

Około 19 dojeżdżamy wykończeni do Vlladolid. Meldujemy się w hotelu w samym centrum. Pokój taki sobie, ale obiekt ma basen i jest dokładnie przy głównym placu z katedrą.


Krzychu ma się lepiej , ale ciągle nie najlepiej…
11.03.2023
———————————————



