891 dzień wyprawy
Tak długo w jednym miejscu to jeszcze nie staliśmy. 7 dni to naprawdę rekord. W podróży oczywiście, a nie w przerwie w podróży. Z żalem stąd odjeżdżam, bo tutejsze koliberki nie będą miały już pysznego ektaru ode mnie do dyspozycji. Jestem bardzo zdziwiona, że w Utah są koliberki.

Dziejszy dzień jest równie gorący jak poprazednie, ale jedziemy, nie mamy dużo do przejechania. Najpierw wyjeżdżamy, to oczywiste. Jedziemy na Shella, który jest niedaleko, nabrać wody. Jest też strefa zrzutu.

Potem jedziemy do Spanish Fork. Tam na Costco tankujemy samochód a wiadomo, ze paragony rozy już sie skończyły. Tutaj płacimy za galon 3,09. nie ma tragedii. Niestety stanie 7 dni na dzikusa poważnie zużyło nam paliwo, bo korzystaliśy codziennie z generatora, który finalnie okazuje się, jedna trochę paliwa bierze.
Potem akcja Costco. Iwona dała nam swoją kartę, ale jednak w każdym sklepie jest osoba która spogląda, jak się odbija kartę, przykłada do czytnika, spogląda na wyświetlacz, gdzie pokazuje się zdjęcie własciciela karty. I tu mógłby być zonk, na szczęście udało się i robię setki zakupów głównie owoce i warzywa.




Potem jedziemy w strone wypatrzonego campingu. Najpierw mały zonk, bo na campingu Diamont noc to 31 usd i do tego 10 za samochód. Olewamy to i jedziemy dalej. Niestety potem jest strefa kolejnych kilku mil, gdzie nie wolno nocować kamperami. Ale już po 12 milach od głównej drogi hulaj dusza. Znajdujemy płaską polanę, dużą i rozkładamy sie z naszym majdanem. Ja oczywiście po godzinie biorę rower i jadę na rekonesans. Jet wiele miejsc także dalej, wobec tego może i na ewentualną przyszłość.
Krzysiek piecze wieprzeowinę, by miec do swoich sałatek wsparcie z białka. Od razu super gorąco na cały dom. Ale na obiad w nagrodę pyszny łosoś. Oj, to lubię…



Piękne miejsce, piękny czas.

06.08.2025



