71 dzień wyprawy
Wstajemy skoro świt, a nawet wcześniej. Napchaliśmy się wczoraj lodami, w końcu stanie pod Walmartem zobowiązuje… więc w nocy trzeba było udać się za potrzebą… ALe już gdy tylko niebo zaczęło sie rozjaśniać, ruszyliśmy w kierunku osławionej podkowy, czyli Horseshoe band.
Ten cud natury wyrzeźbiony przez wiatr i utworzony przez wartki strumień rzeki Kolorado, przyprawił nas o milczące wzruszenie połączone z zapierającym dech w piersiach rozmodleniem.
Piękne miejsce, warte by zapłacić 10 USD za wjazd dla Indian Navajo, dla których jest to miejsce tradycji i kultury. Podziwialiśmy wschód słońca w tym miejscu, patrząc jak powoli rozświetlaja się skalne załomy kanionu, a później wróciiśmy jezcze po dwóch godzinach, by zobaczyc, jak rozświetliła się rzeka w kanionie, pokazując cały swój blask i delikantnie prześwitujące kształty skały pod wodą.


Bajecznie. Wspaniale, monumentalnie.
POtem juz wracamy pod Walmarta. Trochę czasu poświęcamy na pracę, trochę na zakupy. POdjeżdżamy jeszcze po południu zobaczyć tamę na rzece KOlorado (Glen canyon dam), a potem już śpimy na Walmarcie kolejną noc
Jeden mały szczegół, namówiliśmy się oboje na małego chicken burgera w Macdonaldzie. Może dlatego, ze tak zwany hot&spice był w cenie 3 dolary za dwie kanapki… Należy też pamiętać, że w Arizonie, gdzie jeszcze jesteśmy do niektórych spożywczych produktów doliczają 3% podatku… Także , żeby się nie zdziwić… warto to wiedzieć…

09.05.2023



