811. Niedziela czyli brunch i farbowanie

811 dzień wyprawy

Skoro niedziela, i to ostatnia niedziela, to wiadomo, działamy. Trzeba zrobić salon fryzjerski i raz jedna, raz druga jest fryzjerką. Są durne plotki, kto gdzie i z kim. I że tak nie wolno i że to głupota.

Ale zanim farbowanie to brunch, czyli jemy pyszne ostiones po rockefelersku, czyli ostrygi Rockefeler zapiekane ze szpinakiem i serem. Do tego koktajl z krewetek i proseco. Nawet ja dziś na dnie dostaję i umaczam usta, choć generalnie rozstałam się z alkoholem.

Ale zanim brunch, to Aluś jedzie do weterynarza. Dwa dni temu pogryzł go pies, niby sąsiada z 8 piętra, i dziś już apogeum, jakieś zakażenie krwi, trzeba antybiotyk, zastrzyki, kroplówki. Jest apatyczny, chory. od razu widać.

Wieczorem, przy pięknym zachodzie słońca na Punta Azul, piekę sernika…

18.05.2025

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.