1026 dzień wyprawy
Wczoraj zwiedzaliśmy Bourbon Street wieczorem, o zmierzchu, a dzisiaj w świetle słonecznym, po jasności… Ta ulica jest trochę smutna, trochę nostalgiczna. Trzeba wejść w „baśniowy” klimat, czyli dobrze się narąbać, żeby nie widzieć tej biedy, tych Afroamerykanów którzy nie maja przyszłości. Gdzie zapach zioła unosi się przez wszystkie ulice. Dzieci i młodzież grają na odwróconych wiadrach od farb.. no smutno.
Wzięliśmy dziś rowery. MOże nie był to najlepszy pomysł. Pełno ludzi, nie ma jak jechać, w sumie to nie Nowy York, że jedziesz i jedziesz. Jakoś przez to wszystko się nam wydawało, że nie jest fajnie.

Nowy Orlean ma historię inną niż większość amerykańskich miast, bo od początku był bardziej europejski i karaibski niż „nowoamerykański”. Został założony w 1718 roku przez Francuzów jako La Nouvelle-Orléans, w miejscu strategicznym – przy ujściu Missisipi, które dawało kontrolę nad handlem całego wnętrza kontynentu. Teren był trudny: bagna, powodzie, choroby. Ale właśnie dlatego Francuzi uparli się, by tu zostać.

Po wojnie siedmioletniej miasto przeszło pod panowanie Hiszpanii. Hiszpanie rządzili formalnie przez kilkadziesiąt lat i to oni nadali mu dzisiejszy wygląd: kamienne kamienice z wewnętrznymi dziedzińcami, balkony z kutego żelaza, surowsze przepisy przeciwpożarowe po wielkich pożarach z końca XVIII wieku. Choć język administracji się zmienił, francuska kultura pozostała żywa.

W 1800 roku Luizjana na krótko wróciła do Francji, a trzy lata później Napoleon sprzedał ją Stanom Zjednoczonym. Zakup Luizjany był jednym z najważniejszych momentów w historii USA, a Nowy Orlean stał się nagle kluczowym portem młodego państwa. W XIX wieku miasto przeżywało rozkwit – było jednym z największych i najbogatszych miast Ameryki, centrum handlu bawełną, cukrem i niewolnikami.
To właśnie tu powstało niezwykłe społeczeństwo o skomplikowanej strukturze rasowej. Obok białych plantatorów i zniewolonych Afrykanów istniała liczna grupa wolnych ludzi kolorowych, wykształconych i zamożnych. Ich obecność, w połączeniu z wpływami afrykańskimi i karaibskimi, stworzyła unikalną kulturę kreolską, widoczną w muzyce, kuchni i obyczajach.

Po wojnie secesyjnej Nowy Orlean stracił część znaczenia gospodarczego, ale stał się kolebką jazzu. Na przełomie XIX i XX wieku w dzielnicach portowych i rozrywkowych rodziła się muzyka, która miała podbić świat. Miasto zyskało reputację miejsca swobodnego, barwnego i nieco dekadenckiego, różniącego się od reszty Południa.

W XX wieku Nowy Orlean zmagał się z biedą, segregacją rasową i odpływem mieszkańców, ale jednocześnie utrwalał swoją legendę. Mardi Gras, parady, muzyka i lokalna kuchnia stały się znakiem rozpoznawczym. Huragan Katrina w 2005 roku był jednym z największych dramatów w dziejach miasta, niszcząc całe dzielnice i odsłaniając społeczne nierówności

Mimo tej katastrofy Nowy Orlean nie zniknął. Odbudowa była powolna i nierówna, wielu mieszkańców już nigdy nie wróciło, ale miasto po raz kolejny udowodniło swoją odporność. Zmieniło się demograficznie i gospodarczo, częściowo się zgentryfikowało, a jednocześnie jeszcze mocniej zaczęło chronić swoją tożsamość – muzykę graną na żywo, lokalne rytuały, sąsiedzkie więzi.
MIasto posadowiono na terenach dosyć podmokłych, wszędzie tu jeziora, jeziorka, rzeki. Wracając na nasz kamping jedziemy przez most, który ma prawie 30 mil, czyli prawie 50 km!!!
Inna droga, to też posadowiona na betonowych wspornikach cały czas w samym środku mokradeł.

Współczesny Nowy Orlean to miasto pamięci. Przeszłość jest tu stale obecna: w nazwach ulic, w architekturze, w opowieściach przekazywanych z pokolenia na pokolenie. Historia kolonialna, niewolnictwo, wojna secesyjna, segregacja i Katrina nie są zamkniętymi rozdziałami, tylko czymś, co nadal kształtuje codzienność.
Jednocześnie jest to miasto, które nauczyło się żyć „pomiędzy”: pomiędzy lądem a wodą, Ameryką a Europą, Południem a Karaibami, tragedią a celebracją. Dlatego Nowy Orlean tak bardzo różni się od reszty Stanów Zjednoczonych. Nie próbuje być nowoczesny za wszelką cenę ani idealny. Jest niedoskonały, głośny, pełen sprzeczności – i właśnie dzięki temu tak trwały. Tak mówią, ale czy tak jest?
ALe nie ma się co smucić, życie dookoła płynie szybko i dynamicznie. W Nowym Orleanie pełno dziś „wigilii firmowych”. Jak się zastanawiałam na rynku w Playas de Tijuana , kto kupuje te badziewiaste okuary świąteczne, kolczyki z bałwankami, marynarki z cekinami i tak dalej, to juz teraz wiem. Ludzie to noszą na firmowe wigilie w Nowym Orleanie. I pewnie w wielu innych miastach..
A już te fascynatory.. to po prostu fascynujące…


19.12.2025



