Kolumbia Dzień 520

Dzień pięćset dwudziesty – 25. 02.2020

Noc zimna. Ogrzewanie postojowe oczywiście nie zadziałało jak trzeba, bo za wysoko, 3000 m n.p.m to jednak dla tego urządzenia nie przelewki. Rano pijemy tylko kawę i idziemy zobaczyć sanktuarium patronki Bogoty, czyli Virgen de Guadelupe. Góruje nad miastem i jak większość miast w Ameryce Południowej, tak i Bogota ma swojego patrona, którego to pomnik zwykle z rozpostartymi ramionami góruje nad miastem, na najwyższym wzniesieniu, jakie uda się znaleźć.

aaaaa005

Ruszamy. Musimy gdzieś dojechać, gdzie zrobimy zakupy. Wybór padł na Choachi. Po prostu jest na trasie. Kupujemy jajka, ser, jakieś parówki, mięso mielone, wszystkie niezbędne produkty do nieśmiertelnego spaghetti…

aaaaa008

Gdzieś między Choachi i Ubaque zatrzymujemy się na obiad. No, trzeba go przyrządzić. Okazuje się jednak, że pękła nam, czy też się złamała od wstrząsów osłona na tarczę hamulcową na tylnej osi!

aaaaa014

Trzeba to zdjąć i znaleźć gdzieś spawacza, co to nam z dwóch części zrobi jedną.  Krzysiek zabiera się za zdjęcie tej pękniętej osłony, ja robię spaghetti i mielone. Za jednym zamachem więcej…

aaaaa016

Niestety okazuje się też, że jedna z nakrętek mocujących koło się psuje, to znaczy zerwał się gwint wewnątrz i nie możemy jednej z pięciu śrub przykręcić na kole. Może nie panika, ale małe wkurzenie z tego powodu. Na czterech nakrętkach też się da jakoś jechać pomału i ostrożnie, zatem dojeżdżamy finalnie do Caqueza, gdzie znajdujemy i spawacza i nakrętkę. Będziemy mogli spokojnie jechać dalej w kierunku Villavicencio. Nocujemy na punkcie serwisowym, przy stacji benzynowej. Głośno…

———————–

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.