Dzień pięćset dziewiętnasty – 24. 02.2020
Wyjeżdżamy z Bogoty! Ale żeby nie było za łatwo i szybko to jeszcze kilka spraw mamy do załatwienia. Miłym akcentem jest spotkanie się z Rafałem Kośnikiem. To zapalony wędkarz i z pewnością miłośnik mocnych przygód. Ostatnie trzy tygodnie Rafał spędził w kolumbijskiej dżungli polując i łowiąc ogromne ryby :).
Rafała poznaliśmy już kilka lat temu podczas jednej z wizyt w Radio Gdańsk. Wówczas również opowiadał o swoich wypadach w dzikie rejony Amazonii. Wykorzystujemy zatem fakt, że akurat obydwoje jesteśmy w Bogocie i umawiamy się na kawę na mieście…
Rafał to prawie ziomek, bo ze Starogardu Gdańskiego. Dwie godziny mijają nie wiadomo kiedy, pijemy kawkę w bogotańskiej kawiarni, a potem żegnamy się i lecimy do wulkanizacji na zmianę opon. Tak. To było zaplanowane już dawno i trzeba to zrobić. Jedzie z nami Edgar, którego zabieramy spod jego pracy (Acueducto y Alcanarillao de Bogota). Wymiana opon trwa przez dłuższą chwilę kupujemy jedną, taka samą jaką mamy, a wymieniamy dwie, biorąc jedną tą którą mieliśmy „zapasową”. Teraz na zapas na dach wędruje opona, która swoje już zjeździła po Ameryce Południowej, a na tylną oś wędruje jedna nówka jeszcze z Polski, druga nówka z Kolumbii, ale produkowana już w USA. Tym sposobem mamy nowe opony na tylnej osi, taki zestaw powinien nam wytrzymać do końca wyprawy… Odwozimy jeszcze Edgara do jego pracy, po drodze zahaczając o miejsce, gdzie „produkuje” się jego nowy Defender wyprawowy. Robi wrażenie, chociaż kapsuła jeszcze mocno w trakcie pracy, ale już widać zarys. Dużo większa przestrzeń niż nasza.. Zazdrość… Ale spoko.
Późnym popołudniem wyjeżdżamy z Bogoty. Żegna nas deszcz, a w zasadzie ulewa. Ulewa tak wielka, że drogi zalane są strumieniami wody, która wybija ze studzienek. Dojeżdżamy na zaplanowane miejsce – Cerro de Guadelupe, nieopodal Bogoty. Nocujemy na ponad 3000 m n.p.m
——————————–






