Dzień sto dziewięćdziesiąty drugi 03.04.2019
Walka z bagażnikiem ciąg dalszy. Tylko spokój może nas uratować…
Niby o 13.00 wszystko już było zamocowane, i Krzysiek zaczął umieszczać wszystkie skrzynie na dachu i przykręcać cały ekwipunek. Nie było to proste, bo przy nie zachowaniu kolejności mocowania zabawa zaczynała się od początku – znowu wykręcić śruby i wkręcić inne..
Wieczorem pojechaliśmy do Malarque, bo Internet nam się skończył i trzeba było doładować Movistar.
Wszystko było dobrze, gdyby nie ten wiatr. Zrobił nam on strasznie, bo zdarł dosłownie panel słoneczny (tak, tak, nie był przymocowany dobrze, z jednej strony w ferworze walki nie zostały dokręcone śruby). Także ten tego tam. Nie ma panelu solarnego. To znaczy jest, tylko cały w strzepach, a raczej w drzazgach, nie, w okruchach szkła, tak, to jest najbardziej adekwatne określenie. Już się nawet nie denerwujemy. Znowu trzeba 300 USD wydać na nieprzewidziane wydatki…





