Dzień trzysta szósty 26.07.2019
Ranek piękny. Znowu całą noc ocean kołysał nas do snu. Oczywiście nie falą, ale dźwiękiem. Cały czas go słychać i to jest najpiękniejsze podczas naszej przeprawy przez wybrzeże Chile. Bardzo powoli wstaliśmy, spokojne śniadanie, wszystko nieśpiesznie. Krzysiek przymierzył się do naprawy pocącego się miejsca przy wlewie paliwa, bo jak jest pełen zbiornik to trochę kapie. Trochę tam popukał, poprzykręcał i jakoś jest. Ruszyliśmy w stronę Arica, ale dotarliśmy finalnie do małej mieścinki Pisaqua, do której trze ba zjechać z głównej drogi nr 5 (panamericana) 40 km do wybrzeża. Oczywiście, ze to robimy z uśmiechem czytając nie-rekomendację na Ioverlanderze , że nie warto tu zjeżdżać, bo daleko od głównej drogi a potem tą samą drogą trzeba wrócić. Też 40 km. Nie zważamy na to. W Chile tak jest..
Pisaqua to urocze małe miasteczko, przyczepione do skał. Mało miejsca na cokolwiek, a pomimo to jest tu kilkanaście domów, trzy knajpy, dwa sklepy. .przy molo kołyszą się łódki rybaków.
Znowu spaggetti i tym razem deserek, który kupiliśmy dawno temu, chyba w Coyaique, w Chile, na Carrretera Austral.
Noc znowu przy akompaniamencie fal rozbijających się o skały.














