Dzień sto pięćdziesiąty pierwszy 21.02.2019
Odpoczynek w Lago Puelo się przedłuża. Tak naprawdę czekaliśmy na znajomego, który miał nam dowieźć nowy gimbal do kamery i niestety, zdecydował się jechać na południe drogą nr 3, w kierunku Usuhaia. Zmieniamy zatem lekko plany i złapiemy się z nim za jakiś czas, a tymczasem jedziemy dalej. Druga kwestia to trochę czekamy na Mariusza, który w sobotę wraca z La Plata. Zobaczymy się, pożegnamy, pogadamy i spróbujemy ruszyć w dalszą drogę. Przygoda wzywa. Nieuchronnie.
Po południu jedziemy do El Bolson. Spotykamy się tam w hotelu El Pueblito z Anką, motocyklistką. To już kolejne nasze spotkanie. Pijemy lokalne piwo i rozkoszujemy się, że możemy z kimś innym rozmawiać po polsku, niż tylko ze sobą. Ważna dyskusja rozgorzała na temat, czy lepiej jest podróżować z kimś, czy samemu. I jakoś tak skłaniamy się ostatnio ku opinii, że faktycznie, samemu może też być wygodnie…




