Boliwia – Dzień 245

Dzień dwieście czterdziesty piąty 26.05.2019

Rano budzimy się nieco zmarznięci. Nie włączamy ogrzewania postojowego, ponieważ mamy przekonanie, ze i tak wyłączy się z błędem. Nad ranem temperatura oscylowało około 5 stopni. Ale gdy tylko wzeszło słońce, zrobiło się całkiem przyjemnie, prawie 10 stopni…

Słońce przepięknie oświetlało zbocze, które wybraliśmy sobie na dziki nocleg. Kolejny raz udało się bezpiecznie przeżyć noc w Boliwii. Jemy śniadanie – kanapki i płatki owsiane na mleku ze świeżymi figami..

sdr

Odpalamy zieloną strzałę i ruszamy w kierunku Cochabamby. Nasz niezawodny towarzysz podróży dostał już w kość, jednak ciągle dzielnie ciągnie. Uzbrojeni w wiadomości z Internetu prawie bez błędu trafiamy do pierwszego hotelu. Widząc jego parszywy standard, zostajemy na noc w kolejnym. Nie jest źle. Przed nami dzień pełen wrażeń. Korzystając ze słonecznego popołudnia w Cochabamba idziemy na iasto, zjadamy lokalne przysmaki (znowu zupa Mani i picante mixto…) i wjeżdżamy kolejką linową na kilkusetmetrowe wzgórze, na którym góruje kolejny na naszej drodze posąg Chrystusa. (kurcze…trzeba w końcu do Świebodzina jechać…) nasyceni widokami rozpościerającymi się pod naszymi stopami, jedziemy na plac Colon, gdzie wypijamy kawę jak rasowi turyści.  Spacerem przechodzimy jeszcze koło interesującej galerii w drodze do hotelu. TO szkoła malowania. Ciekawe…

dav

dav

sdr