73 dzień wyprawy
O poranku obudziło nas wschodzące słońce. Około 6 już było całkiem jasno. Wczorajszy wiatr jakby ucichł i spokojnie mogliśmy wypić tradycyjną poranną kawę. Potem postanowiliśmy przenieść się na nieco bardziej odludny i odleglejszy kraniec zbocza kanionu. Po kilkunastu minutach powolnej jazdy po skałach,unikając dużych głazów i omijając dziury, stanęliśmy 15 metrów od krawędzi kanionu z takim widokiem…
Naprawdę jest to niesamowite miejsce, gdzie można znakomicie odpocząć od cywilizacji, od tłumów ludzi, goniących za czymś przez cały czas.