Dzień trzysta dwudziesty szósty 15.08.2019
Wyjeżdżamy z Chivay. Jedna noc w hotelu dała nam chwile wytchnienia pozwoliła się umyć, skontaktować ze światem przez Internet i wyspać i popracować… nie za bardzo chce nam się wyjeżdżać, robimy kolejny spacer po mieście i powoli (jednak) szykujemy się do wyjazdy.
Wybieramy mniej uczęszczaną drogę do Cusco. Mamy obawy co do stanu nawierzchni, ale mimo to ryzykujemy. Szuter zaczyna się wcześnie, po jakiś 30 km. Próbujemy znaleźć ciekawe miejsce po drodze, aby trochę obmyć auto, ale się nie udaje. Nie śpieszy nam się, bo mamy czas żeby dojechać do Cusco, w którym zostaniemy przez kilka dni (już mamy rezerwację mieszkania).
Jedziemy i jedziemy tym szutrem, ale w końcu dojeżdżamy do asfaltu. Nie wiadomo czy to z powodu drogi, róznicy temperamentów, przez wysokość czy rózne oczekiwania, 24 godziny na 2 metrach sześciennych nie jest łatwe. Zobaczymy jak się rozwinie sytuacja.. na razie niewesoło, każde chce mieć swoje na wierzchu , a nie zawsze można sobie na to pozwolić w tak długiej i trudnej wyprawie. Pomimo chęci z dwóch stron, sytuacja jest patowa. Resztki zdrowego rozsądku pozwalaja na m jechać dalej pomimo różnych perturbacji. Finalnie pomyliliśmy drogi i zamiast kierować się na północ na Cusco, wróciliśmy na południe, orientując się po dobrej godzinie jazdy i nie było już sensu zawracać. Kierujemy się w stronę Juliaca.
Zbliżały się chmury śniegowe… nocleg bez fajerwerków. Zaleziony po ciemku. Zobaczymy co będzie. W nocy zimno….



