961. Z bólem serca opuszczamy Nowy York

961 dzień wyprawy

Wstaję o szóstej, piję kawę, wsiadam o siódmej na rower. Wycodzi słońce. Wstaje nowy piękny dzień. Widoki z New Jersey po prostu urzekające. Cieszę się, że tu przyjechałam. Jadę z Liberty Harbor, z naszego campingu, aż do Hoboken, nadmorską promenadą, która trochę meandruje.

Po 8 wracam do Luisa, jemy szybkie śniadanie, a potem już zbieramy sie. Pora wyjeżdżać. Pora opuszczać to piękne miejsce. Pora pożegnać się z Nowym Yorkiem. Okazuje się że coś nam cieknie, kapie pod samochodem. CO jest?

Krzysiek zbiera skapujący płyn do miski, kładzie się na arimacie i sprawdza co tam jest, co się dzieje. Wygląda na to, że przecieka zbiornik z szarą wodą. Leję wodę do zlewu w kuchni i faktycznie. Okazuje się, że właśnie wybiło w brodziku od przysznica. Wlało się pół szklanki szarej wody.

pożegnanie poranne z Nowym YOrkiem…

na szczęście blisko jest dump station i dokonujemy szybko i sprawnie zrzutu naszych pełnych zbiorników nieczystości.

Możemy ruszać. Kierunek wyjazd w ogóle z tego Nowego Yorku. Drogi płatne, mosty płatne, ruch jak nie wiem co, pełno dróg, skrzyżowań i tysiące samochodów. No nie jest łatwo. ALe oczywiscie się udało. Za drogę zapłaciliśmy jakieś 30 USD potem pomylilismy trochę drogę.

Finalnie dojechaliśmy po południu na cracer Barrel i tu spaliśmy.

15.10.2025

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.