Argentyna – sto sześćdziesiąty siódmy dzień wyprawy

SONY DSC

Poranek przyszedł dziś bardzo szybko . Wczoraj postanowiliśmy, że dziś już na pewno wyjeżdżamy i słowo stało się ciałem, pomimo, że same kłody pod nogi nam od rana Rysiek rzucał… Koniecznie chciał, żebyśmy zostali dłużej i zastawił nam motocykle 300 kg beczką wypełnioną masą tynkarską. Nie można było wyjechać. Jak zabraliśmy się za przestawianie beczki, która leżała na boku, to pokrywka odczepiła się i część masy wylała się. Dramat.

W każdym razie prawie godzina na oczyszczanie drogi wyjazdu. A i przecież nie mogliśmy samego Ryśka zostawić z tym bałaganem. W każdym razie godzinę później niż zakładaliśmy wyjechaliśmy z Villa Gesell. Wcześniej jeszcze zjedliśmy śniadanie, jajka sadzone i na deser pyszny sernik, który wczoraj robiliśmy na pożegnanie.

argen_3

Pogoda była piękna, słońce świeciło, ale przy 100 km na godzinę trochę wiało i chłód owiewał nasze ciała. Dobrze się spisały jak zwykle nasze ciuchy motocyklowe. Ubraliśmy i membrany przeciwdeszczowe i podpinki ocieplające, dodatkowo ubraliśmy bieliznę termiczną. Było dobrze. Prawie ciepło.

Niestety, po jakiś 100 km jeden motocykl zaczął się krztusić. Myślałam, że nie trzeba już będzie pisać historii o tym jak motor odmawia posłuszeństwa, ale jednak nasze motory uwielbiają jak się pisze o ich awariach.

SONY DSC

W każdym razie z krztuszenie zdiagnozowaliśmy jako brak dopływu paliwa. Pogłębiając diagnozę postawiliśmy na zatkany filtr powietrza. I nie omyliliśmy się.

Nie było wyjścia. Zatrzymaliśmy się w Dolores, 200 km przed Buenos Aires (do którego mieliśmy w planie dziś dojechać), znaleźliśmy hotel w ekonomicznej cenie i czyściliśmy filtr paliwa.  DO tej operacji trzeba rozebrać większość osłon plastikowych motocykla, zdjąć zbiornik paliwa (a tak się stało, ze był pełniuśki, bo wcześniej zatankowaliśmy do pełna), odkręcić i przesunąć obudowę filtra powietrza a potem opaski mocujące dwa zsynchronizowane gaźniki. Wtedy trzeba sprytnym ruchem wydobyć  gaźniki, by dostać się do maluśkiego filtra, który jest umieszczony pomiędzy gaźnikami.

SONY DSC

Samo czyszczenie to już pestka, pomimo, ze filtr (a raczej filierek, bo jest on wielkości połowy naparstka) był zabity zwiórowanymi paprochami.  Tym sposobem spędzamy dziś noc w hotelu, ale w nagrodę zaoszczędziliśmy z 50 dolarów na wizycie u mechanika. Jutro w planie boskie Buenos.

Napisz do nas
Facebook
YouTube