Argentyna – sto osiemdziesiąty pierwszy dzień wyprawy

Kościół Częstochowa

Kościół Częstochowa

Dzisiaj dzień kolonizatora/osadnika polskiego w Wandzie. Na szczęście o 14.00  przestało padać i wyszło słońce. Dla nas to trochę za późno, aby ruszać dalej, zwłaszcza że mamy dziś zaproszenie na kolację do Franciszkanów w Libertad. W ciągu dnia trochę szykujemy motocykle do drogi, zwłaszcza że prognozy mówią, ze jutro będzie bezdeszczowo, a po południu idziemy na mszę do tutejszego kościoła, który się nazywa Częstochowa.

Msza odprawiana jest w języku hiszpańskim. Trochę różni się od tych w Polsce. Trudno opisać jaka jest, może bardziej egzotyczna, dlatego że w obcym języku. Pieśni śpiewane po hiszpańsku też trochę się różnią, chociaż słowa mają te samo znaczenie. Wychodząc z kościoła po mszy wszyscy żegnają się z księdzem przed wejściem. To bardzo miły zwyczaj.

SONY DSC

Jedziemy z Damaso do Libertad. Tym razem z powodu awarii auta autobusem. Już prawie po ciemku dojeżdżamy do miasteczka. Przed kolacją czeka na jeszcze jedna msza dzisiejszego dnia. Kościół jest tym razem murowany i sporo większy. Ale nie ma się co dziwić, to stosunkowo młoda budowla. W odróżnieniu od zabytkowego już jak na warunki argentyński kościółka w Wandzie. Udajemy się na plebanię gdzie serdecznie wita nas Ojciec Florencjusz i Seweryn, który prowadził drugą mszę. Poznajemy też nauczycielkę Teresą, oraz jej męża Darka. Teresa jest tu już od ponad roku i uczy języka polskiego w szkole.

SONY DSC

Wieczór upływa na ciekawych rozmowach w bardzo miłej atmosferze i tracąc poczucie czasu zasiedzieliśmy się prawie do północy. Ach, te wieczorne Polaków rozmowy……..

Napisz do nas
Facebook
YouTube