Przez Atlantyk/powrót – dwieście dwudziesty dziewiąty dzień wyprawy

angielska mgła o zachodzie słońca...

angielska mgła o zachodzie słońca...

Przepływamy po prawej stronie kanałem bliżej Francji, po lewej jest Wielka Brytania. Wpłynęliśmy do kanału La Manche. Od jednego do drugiego brzegu jest nie więcej niż 40 km. Ale nic nie widać, bo utrzymuje się gęsta mgła.

Latają mewy w dużych ilościach, co dla nas raczej dziwne.

Na pełnym morzu i daleko od brzegu trudno znaleźć jakieś ptaki. Kiedy już jesteśmy na tyle blisko lądu, że można złapać zasięg, statek zatrzymuje się i przez dobre 4 godziny oczekujemy na możliwość wejścia do portu. Tak to już jest na statku towarowym. Niby czas jest wyliczony, niby są jakieś spodziewane godziny przybicia do portu, jednak nigdy, niczego nie można być pewnym.

W każdym razie około 20.00 ruszyliśmy, zrazu powoli, powoli, ale później rozbujaliśmy się do jakiś 20 km na godzinę. O zachodzie słońca pogoda była typowo angielska. Mgła była tak gęsta, że ledwie słońce było widać. Malowniczo wyglądały statki, które mijaliśmy po drodze. Widać było tylko kominy, spod gęstej, opadającej na powierzchnię wody mgły.

Dobrze po 22.00 widać było już światła lądu i rozświetlone statki stojące na redzie. Późno w nocy dobiliśmy do portu.

SONY DSC

Dziś sobota, wiec na kolację tradycyjnie pizza i spaghetti. Dziś był pożegnalny dzień z Roco. Kucharz który towarzyszył nam przez prawie cały rejs, jutro kończy pracę i ma przyjść jego zmiennik. Oj, ciekawe co to się będzie działo w kuchni…

Napisz do nas
Facebook
YouTube