32. Kontrola celna Defendera w porcie

32 dzień wyprawy

Dzisiejszy poranek zaczynamy dosyć wcześnie. Nawet nastawiamy budziki żeby przypadkiem nie zaspać. Wczorajszy wieczór przyniósł nam długo wyczekiwane wieści. Statek dopłynął i zacumował w porcie. Agentka poinformowała nas, że umówiona jest inspekcja celna przed południem i mamy zjawić się u niej w agencji o 8,15. Zatem ogarniamy się w mirę szybko, idziemy na ulice i próbujemy złapać Taxi. Udaje nam się dopiero za kilkunastym razem, bo wszystkie są pełne. Jednak dojeżdżamy na czas.

Niespodziewane komplikacje…

W agencji spotykamy w miarę młoda Holenderkę. Ona też czeka na auto które przypłynęło tym samym statkiem. Wymieniamy kilka zdań. Jest instruktorką serfingu, wybiera się do Kostaryki i tam będzie pracować przez kilka miesięcy. Fajnie. My mamy inne plany… Alaska!

Tu rozdzielamy się z moją żoną. Niestety na teren portu wpuszczą tylko jedną osobę, tą na którą jest zarejestrowany pojazd. Trudno. Mamy obydwoje działające w Meksyku karty z internetem Będziemy mieli kontakt w razie czego… Ruszamy z kilkoma agentami do portu. Wysiadamy przed bramą, telefony mi i Holenderce każą zostawić w samochodzie, który przechodzi kontrolę i inna brama wjeżdża do portu. Wchodzimy do biura kontroli na bramie. Wszyscy w maseczkach. I… ja odbijam się od czytnika przepustek. Okazuje się że nie ma mojej przepustki do portu. Została w agencji…..

Czekam zatem z jednym z agentów aż dojedzie przepustka z biura. 30 minut później wbiegamy do biura, przepustka na czytnik…. i porażka. Papier stracił ważność dwa dni temu! Okazało się że to uboczny skutek długiego oczekiwania w porcie. Albo brak rzetelności agencji…

Zdjęć z tak emocjonujących chwil nie ma wiele niestety. Po pierwsze wszędzie zakazy, po drugie brak telefonu, który każą mi zostawić w którymś momencie dla bezpieczeństwa…

Komplikacji poziom II

Sytuacja zaczyna stawać się nerwowa z lekka. Ja stoję przed bramą portu bez telefonu. Agenci nerwowo rozważają różne opcje. Przyjeżdża szef agencji z moją żoną. Więc element kontaktu między nami się rozwiązuje. Jednak szef agencji proponuje że zrobią inspekcje sami! Znaczy się ci co są już w porcie. Mocno oponuje i upieram się że to nie możliwe. Nie po to budowaliśmy ściankę grodziowa i na 1000 sposobów przemyśleliśmy całe ryzyko związane z transportem, żeby teraz pozwolić grzebać komuś w naszych rzeczach!

Wracamy zatem do agencji. Czas leci, upał się wzmaga. W biurze w systemie rejestracji portowej agencja próbuje uzyskać odnowienie ważności przepustki. Siedzimy dobre 20 minut, system wciąż milczy… Idę do sklepu obok i…. nie zdążyłem kupić czegoś na przekąskę, bo biegnie żona z informacją że mają przepustkę. Jedziemy do portu. Po drodze szef agencji perswaduje nam żeby zgodzić się na zaczęcie inspekcji bez nas. Jak się później okaże umówieni celnicy właśnie skończyli kontrolę auta Holenderki. I było ryzyko że sobie pójdą i cała procedura odwlecze się na po weekendzie…..

Sytuacja przyspiesza. My przyspieszamy. Najpierw na drodze łamiąc przepisy ograniczenia prędkości. Potem wbiegamy do biura kontroli. Przepustka zadziałała. Odzyskuję mój telefon z auta agencji czekającego wewnątrz. Jedziemy około kilometra na plac, gdzie nareszcie widać defendera. Na jego dachu już stoi jeden z celników i przeszukuje skrzynki… Staram się zachować spokój i pogodę ducha. Zagaduję że problemy z wejściem do portu itp.

Na ziemi leży już większość naszych rzeczy z auta. pojemniczki, materace, lodówka, jakieś przyprawy, lekarstwa, nasze książki, maczeta, itp… Celnicy okazują się w miarę przyjaźni, jeden dopytuje o auto, o podróż. Potem drugi celnik wpuszcza psa w poszukiwaniu narkotyków. Psina obwąchuje ze dwa razy wszystko dookoła i wewnątrz. Trochę depcze różne rzeczy, ale spokojnie. To efekt uboczny takich podróży. Finalnie wszyscy pomagają mi zapakować ponownie auto. Zamykam wszystkie drzwi poza przednimi. Kluczyki od schowków i tyłu zabieram. Zostają tylko te do przednich drzwi i stacyjki. UFF!

I po stresie

Potem wracam do agencji. Płacimy za obsługę celną właścicielowi. Umawiamy się że zadzwoni jak tylko celnicy dadzą znać kiedy można odebrać auto. Liczymy że zaraz po weekendzie. Łapiemy taxi na „mercado”, żeby wreszcie coś zjeść, bo zrobiło się już południe, a my bez śniadania.

Przeprowadzka

Dzień jednak ma dla nas jeszcze jedno zadanie. Dziś przeprowadzamy się do innego mieszkania. Jednak nie daleko, bo tylko 2 metry dalej. Na tej samej klatce. Tyle że będziemy mieli kilka metrów więcej powierzchni. No i aż 4 okna na ulicę. Dodatkowo wynegocjowaliśmy do nowego lokum blender kielichowy i kuchenkę elektryczną. Jak się okazało dołożono nam tez olej, kilka paczek ciastek i patelnię. Będziemy jeść rano jajecznicę w oczekiwaniu na odbiór samochodu!

31.03.2023

———————————-

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.