Wietnam – trzydziesty szósty dzień wyprawy

hue dzien 2 080

Drogi turysto, jeśli chcesz poznać koloryt i zwyczaje transportu w Wietnamie, zapraszamy w podróż autobusem sypialnym. Podróż, na którą masowo są sprzedawane przez agencje turystyczne bilety, większość pasażerów przyprawia o zawrót głowy. Wszystko zaczęło się niewinnie. Pod hotel podjechał bus, który zawiózł nas pod biuro agencji turystycznej. Po okazaniu niezbyt miłej pani dowodu wpłaty zostaliśmy skierowani do autobusu stojącego na ulicy. Autobus był bardzo podobny do tego jakim jechaliśmy kilkanaście dni temu w Laosie. Zdezorientowani poczynaniami kierowcy, który krzycząc coś po wietnamsku kazał nam się odsunąć od drzwi, wyczekiwaliśmy co nastąpi. Wraz z grupką równie skonsternowanych turystów, obserwowaliśmy jak manewruje po ulicy. hue 186Uszczęśliwieni możliwością zajęcia w końcu miejsc w środku przekazaliśmy bagaże do luku i zdejmując obowiązkowo buty weszliśmy do środka.
Autobus ruszył i zaczęła się ponad dwu godzinna jazda po mieście, w celu zebrania kompletu pasażerów. Wymęczeni tą zbieraniną, ciągłym przystawaniem i przepychaniem się kolejnych ludzi,poczuliśmy zadowolenie gdy wszystkie miejsca były zajęte. Nie spodziewaliśmy się rozwoju kolejnych wydarzeń.
Wypełniony autokar, a kierowca palący papierosy zaczął przystawać co jakiś czas i zabierać Wietnamczyków na stopa, bez miejscówki. Ludzie ci bez najmniejszego skrępowania rozkładali się pomiędzy nami na podłodze na prowizorycznych matach. Wsiadło kilkoro z małymi dziećmi. Przyglądaliśmy się wszyscy temu z niedowierzaniem. Ilość osób dodatkowych była niesamowita. Całe szczęście, że tym razem moja żona wybrała miejsca na górze. Było trochę luźniej, za to bardziej śmierdząco…
Kierowca chyba wietnamskim zwyczajem nie dał nam pospać, trąbiąc co chwila. Po traumatycznej nocy w końcu dotarliśmy do Hue po 14 godzinach jazdy. Bogu dziękujemy, że kupiliśmy bilety na samolot na dalszą podróż do Sajgonu.

Hotel Than Thien całkiem przyjemny, może zapach trochę dziwny, ale damy radę. Gorzej, że ciągle pada. Pada deszcz. Trochę gęstszy niż kapuśniaczek. Ubieramy kurtki przeciwdeszczowe i ruszamy na miasto. Jemy późne śniadanie i idziemy do Cytadeli w Hue. Największe, otoczone murem i fosą, niegdyś przepiękne, okazałe miasto cesarskie, dziś ruiny, które nie wytrzymały ataku, głównie Francuzów i Amerykanów, podczas wojen w XX wieku. Weszliśmy do cytadeli przez Bramę Południową, położoną nad Rzeką Perfumową. Zwiedzamy kolejno odrestaurowane sale Mandarynów, Purpurowe Zakazane Miasto (a raczej jego ruiny), w którym mieszkała rodzina królewska. Od 1993 r. Cytadela w Hue znajduje się na liście Światowego Dziedzictwa Kulturowego UNESCO.
Popołudnie i trochę wieczoru spędzamy w Mandarin Cafe, gdzie właścicielem jest Mr. Cu. To profesjonalny fotograf, który od ponad 40 lat pasjonuje się fotografią. Przemiły człowiek, który podarowuje nam jedno ze swoich zdjęć, w formie pocztówki, które naprawdę są urzekające.
Jutro na spokojnie planujemy dalsze zwiedzanie miasta, które nie jest duże. Najgorsze, że ciągle pada…

Napisz do nas
Facebook
YouTube