Argentyna- czterdziesty ósmy dzień wyprawy

Alejandro i my

Alejandro i my

Pakujemy się. Wyjeżdżamy dziś z Buenos Aires, przynajmniej taki mamy zamiar. Wieczorem jesteśmy umówieni u Gracieli na asado. Zależy jej także na tym, byśmy poznali jej ojca i matkę.

Do południa jednak Alejandro i Liliana zapraszają nas na przejażdżkę na wyspę Tigre.  To miejsce bardzo turystyczne i po prostu przeurocze. Niska zabudowa, masa atrakcji, głównie wodnych, lodziarnie, restauracje, parki, dużo, dużo zieleni i dużo, dużo ludzi.

SONY DSC

asado z Lili & Ale

Przy moście Evy Peron zatrzymujemy się na parille. Jemy znowu duże ilości mięsa wołowego, kaszankę, która tutaj przyrządzają zupełnie w inny sposób niż w Polsce. Nie dodaje się kaszy, tylko odrobinę zielonej cebulki. Smak jest boski.

Pakowanie ostateczne na motory zajmuje nam już nie dłużej niż 30 minut. Jest postęp. Żegnamy się czule z całą rodziną. Alejandro i Liliana to niezwykle mili i dobrzy ludzie. Bardzo im dziękujemy za czas spędzony wspólnie. Bardzo. Dawno nie spotkaliśmy takich fantastycznych ludzi.

SONY DSC

Familia w komplecie

Zapakowani wyjeżdżamy do Gracieli. Przejazd do San Jose zajmuje nam trochę czasu. San Jose to jeden z dystryktów Buenos Aires. Stolicę można podzielić na okręg ścisłego centrum (to ten z prawie 3 milionami mieszkańców) i resztę dookoła Przejeżdżamy przez miasto z innej strony. Buenos jest pełne zieleni. W niedzielne, słoneczne popołudnie jest dużo ludzi którzy odpoczywają, biegają, jeżdżą na rowerach, grają w piłkę, pływają w basenach, lub po prostu siedzą na kocach czy na ławkach, jedzą, popijają mate czy inne napoje (Argentyńczycy piją duże ilości wszelkich słodkich napoi gazowanych).

Dzielnica do której wjeżdżamy to nieco dziurawe ulice, w części szutrowe. Małe domki, niewielkie podwórka. Trafiamy prawie bezbłędne. Czeka na nas Carlos i Graciela, po pół godzinie dołącza do nas Debora, córka Gracieli i Carlosa oraz Maksymilian – narzeczony Debory, który zna angielski i w newralgicznych momentach służy nam za tłumacza. Po chwili dołącza do nas jedna z ważniejszych osób – ojciec Gracieli – Miguel.

SONY DSC

SONY DSC

To  syn pasażera Chrobrego. Porozumiewamy się mieszanką polski, ukraińsko kastellańskiego.  Miguel jest pogodnym człowiekiem, pełnym łagodności i spokoju. Opowiada nam trochę o swoim życiu, o swoich przygodach w Paragwaju, jak przyjechał do Buenos Aires. Później idziemy do niego do domu, mieszka nieopodal. Tam już jego żona, a matka Gracieli opowiada nam trochę o dawnych czasach. Ona sporo mówi po polsku, bo gdy była w Paragwaju miała dużo znajomych Polaków.

SONY DSC

SONY DSC

Wracamy do domu Gracieli. Carlos przygotował parillę. Ogromne ilości mięsa znowu pochłaniamy, chorizo (kiełbasa tutejsza) i sałatki różnego rodzaju. Pijemy trochę słodkiego wina ze spritem i dyskusje ciągną się w nieskończoność. Argentyńczycy mają zwyczaj jadać kolację około 22.00 trwa to długo i długo. My, nie wcześniej niż o pierwszej w nocy kończymy.

SONY DSC

SONY DSC

Przy okazji dowiadujemy się, że jutro wielki dzień, bo rząd zadecydował o pewnym uwolnieniu dolara, to znaczy będzie można kupić, bo do tej pory tylko na czarnym rynku można. Maks – przyszły zięć Gracieli tłumaczy nam trochę zawiłe polityczno gospodarcze relacje w Argentynie. Żeby było śmieszniej Maks jest potomkiem polskich Żydów – Dziadek przyjechał z Łodzi, babcia z Warszawy. Opowiada nam zasłyszane historie, kiedy to w Argentynie, w miejscach gdzie mieszkali polscy Żydzi, słychać było idąc ulicą, terkot i stukot maszyn do szycia. Dla nas te wszystkie opowieści są niesamowite. Polska jest przecież tylko polska, i niewiele się spotyka osób „nie polaków”. A Argentyna jest tak wielokulturowa, jest takim zlepkiem, że aż nieprawdopodobne.

Napisz do nas
Facebook
YouTube