749 dzień wyprawy
Dziś niby było gorzej niż wczoraj. Od rana nie ma słońca, a tu poniedziałek i trzeba jechać zobaczyć co się dzieje na budowie, bo nas już od tygodnia nie było.. Poza tym cotygodniowy rynek w Playas de tijuana. Niestety mój wirus się uaktywnił i jest super słabo ze mną i nie mogę nawet cieszyć się różnymi śmieciami jakie Meksykanie zwożą do swego kraju. W sensie chińskimi i niepotrzebnymi gadżetami. Iwona przyjeżdża około 11. Idziemy na kawę i robimy rozliczenie. Wczoraj przysłała nam rozliczenie naszego udziału w Playas. Mam wątpliwości które już wieczorem uda mi się pomyślnie rozwiać. W sumie na moją/naszą niekorzyść, ale jak dobrze policzyć to jesteśmy super zadowoleni. Załatwiamy jeszcze bramy garażowe i gadamy o szybach, ale to wszystko.


Po południu jedziemy do Tijuany do lekarza. Mój kaszel szczególnie w nocy jest kosmiczny. Po prostu jak u gruźlika. Lekarz miły i sympatyczny. Jak zwykle cudowna odmiana po meksykańskich panach budowlańcach i ich pomocnikach i wszelkiego rodzaju dostawcach…
W niewielkich korkach wracamy do domu. Apteka zaliczona. Sterta leków.
17.03.2025



