769. Pasta i basta

769 dzień wyprawy

Dziś dzień pod znakiem pizzy i pasty. Zaprosiły nas Magda i Kasia na obiad w podziękowaniu za to, że kiedyś do Los Angeles wieźliśmy Madzię. Ale tak naprawdę to pretekst do spotkania i oplotkowania, pośmiania się i snucia planów wymiany pomysłów i ideii. Hitem dnia jest anegdotka o Szotce, która miła i sympatyczna, ale trochę rozkojarzona, może ADHD, może brak wiedzy. Nieistotne. W każdym razie podczas gry w państwa i miasta, na literkę G, w rubryczce „zwierzę”, Szotka zamiast jak inni nie wpisała „goryl”, „gęś” czy „gibon” (lub inne), tylko „gladiator”. Hello, Szotka – pytam jej – jak gladiator? A ona na to – no ten co po Nilu pływa… chodziło oczywiście o aligatora…

Uważam anegdotę za boską.

„gladiator” – ten z Nilu….
W Pasta y Basta. Tiramisu bez pudła… Zawsze pyszne…
wraca z ulicznego targu. Jakoś towar trzeba wyeksponować….

06.04.2025

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.