Argentyna- pięćdziesiąty szósty dzień wyprawy

W tle Puerto Madryn

W tle Puerto Madryn

Dojechaliśmy do Puerto Madryn. Oczywiście znowu nie było prosto, choć wiatr wyraźnie dziś zelżał. Przejechaliśmy jakieś sto kilometrów, kiedy widoczne robią się dosyć wysokie wzniesienia po prawej. To niezwykłe, bo Patagonia jest płaska jak lustro. Po kolejnych dwudziestu kilometrach już wszystko wiadomo. Dojeżdżamy do Sierra Grande. Miasteczko jest położone pomiędzy niewielkimi górami,  tankujemy, jemy pizzę, łapiemy połączenie Internetowe, krótkie skypowanie z rodziną i możemy jechać dalej. Mamy jeszcze jakieś 135 kilometrów do Puerto Madryn. Miasto jest typowo turystyczne, dużo ludzi, rozległa zatoka (Golfo Nuevo). Zatrzymujemy się popytać w informacji turystycznej o noclegi, kampingi i inne możliwości. Miasteczko ma kilka zabytkowych miejsc z początku XX wieku, jak molo (Muelle Comandante Luis Piera Buena) zbudowane w 1910 czy parę starych budynków, dobrze zachowanych, jak na przykład stacja kolejowa z 1926 roku.Dojeżdżamy na camping. Powtarzamy procedury. Rozbicie namiotu, rozłożenie materacy i śpiworów, ustawienie motocykli. W pewnym momencie zauważamy samochód dziwnie znajomy. Tak. Wzrok nas nie myli to Livia i Jens. Witamy się serdecznie. Jakaż ta Argentyna mała.

Livia i Jens

Livia i Jens

Wieczorem gotujemy gulasz. Wcześniej kupione mięso wołowe, pomimo wszelkich podejrzeń w 30 minut gotuje się do miękkości. Cebulka, czosnek, papryka i pomidory dopełniają smaku. Kupiliśmy wcześniej pieprz i ostrą paprykę. To nie lada wyzwanie, bo w Argentynie wszyscy nie dosmaczają potraw. Wszystko jest mdłe i niedoprawione.

Zmęczeni kładziemy się spać w namiocie. Nic nas nie jest w stanie ruszyć

Napisz do nas
Facebook
YouTube