Argentyna – Dzień 78

Dzień siedemdziesiąty ósmy 10.12.2018

No, nadszedł w końcu ten dzień. Ponad 10 dni od planowanego wstępnie terminu, jedziemy dziś do wodospadów Iguazu. Finalne zwiedzanie zaplanowane jest na jutro rano, ale dziś, skoro świt, o 9 rano wyruszamy w kierunku Puerto Iguazu. Po drodze mamy w planie odwiedzenie miejscowości Wanda, ot tak, po prostu, a później zatrzymać się na chwilę w Libertad, gdzie mamy nadzieję spotkać franciszkanów (a przynajmniej jednego, którego znamy).

Pogoda nastraja nas optymistycznie. Chociaż już o 11.00 zaczynamy rozumieć, że upał nas wykończy dzisiaj. Jeszcze trzymamy się ostatkiem sił, ale o 12.00 jest już prawie 37 stopni. Pocieszamy się tylko tym, że prawie każdy w Polsce by się z nami zamienił, bo tam 2 stopnie, pochmurnie, mglisto, deszczowo albo śnieżnie. A my – żyć nie umierać. Jedziemy z San Pedro droga 17 dojeżdżamy do El Dorado, gdzie zarządzam drugie śniadanie. Jemy kanapki z żółtym serem i istnieje prawdopodobieństwo, że z głodu nie umrzemy. Około 14.00 dojeżdżamy do Wandy. Najgorsza pora. Miasteczko jak wymarłe. Ani żywego ducha. Gorąco! Sklepy pozamykane, nawet jednego przechodnia nie ma.. Chwilę kręcimy się po znajomych uliczkach (w końcu byliśmy tu jakiś czas, cztery lata temu…) aż w końcu trafiamy do domu Pana Władysława Firki, który właśnie kosi trawę… Byliśmy już u niego podczas naszego poprzedniego pobytu. Przyjechał do Polski ponad 80 lat temu, kiedy miał dwa lata, razem ze swoimi rodzicami. Teraz, już na emeryturze, dalej pielęgnuje polską tradycje, interesuje się historią i z lubością wyciąga nam z szafek i zakamarków te same pamiątki które pokazywał nam cztery lata temu. Ziemia z Wołynia, filiżanka z orłem, polskie książki i dokumenty.

Żona Pana Władysława opowiada nam o nowym ukraińskim franciszkaninie, który przybył miesiąc temu do  Libertad i o innych ciekawostkach z życia parafii.

stronnn

To co w wielkim skrócie można powiedzieć, to że nie udała się Panu Bogu ta starość. Chociaż z innej perspektywy – może i się udała. Może tak ma być, pewne takie wyłączenie z obecnego życia a przeniesienie wszystkiego do przeszłości.

Podjeżdżamy jeszcze do polskiej szkoły (to taka szumna nazwa miejsca gzie jest nauczycielka z polski i chętni mogą uczestniczyć w lekcjach języka polskiego, kultury polskiej, geografii i innych ciekawych aspektów związanych z polskością) spotykamy się z Krystyną, która od trzech lat krzewi w Wandzie polskość. Wypijamy kawę i ruszamy w dalszą drogę. 10 km i jesteśmy w Libertad. Na głównym placu przy kościele – funkcjonuje Internet. Chwilę wydaje nam się ze jesteśmy w kontakcie ze światem po czym budzimy o 15.30 Florencjusza. Znamy się z naszej poprzedniej wyprawy, wiec wizyta jest sympatyczna, wspominamy dawne czasy, porównujemy co się pozmieniało. Miło się tak spotkać po latach…

IMG_9228

Popołudniem ruszamy do Puerto Iguazu. Zahaczamy o obowiązkowy punkt – styk trzech granic (Argentyna, Brazylia i Paragwaj), przez chwilę zastanawiamy się czy nie wynająć jednak jakiegoś miejsca do spania. Jest tak gorąco, że aż niemożliwe.. w samochodzie temperatura osiągnęła 39 stopni. A jest już 20.00 i słońce zaszło.stro

Finalnie decydujemy po odpaleniu aplikacji IOverlander, że śpimy na stacji YPF, na tyłach jest spokojny parking.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.