Boliwia – Dzień 239

Dzień dwieście trzydziesty dziewiąty 20.05.2019

Dzis znowu idziemy do szpitala, na kontrolę, bo angina nie chce przejść. Dzwoniła Emilka i trochę mnie uspokoiła. Nie jesteśmy już tacy młodzi i nie goi się tak jak na psie… chociaż akurat psa przykład nie jest dziś dobry bo pies, który jest w domu Franka jest po jakiejś nieudanej kastracji i słabo mu się goi…

Jedziemy taksówką jak zawsze. Po Sucre absolutnie nie opłaca sie jeździć samochodem. Taksówka kosztuje 2,5 zł od osoby (5 boliwianos) w sumie niezależnie gdzie jedziesz, a i tak porusamy się tylko po centrum lub okolicach. Żadne dramatyczne przedmieścia… Dziś jedziemy taksówką przerobioną z angielskiej wersji na tutejszą. TO bardzo ciekawe, bo po prostu kierownica jest wyrwana i przeniesiona na lewą stronę…

sdr
sdr

Po kontroli idziemy do Papavero. Ulubionej knajpki Franka i Roxane. Zapraszamy ich dzisiaj na lunch. Wypada… Czas mija wspaniale, możemy pogadać o naszym wyjeździe. Początkowo planujemy wyjechać jutro (już czas…) ale Frank rzuca koronny argument: jedźcie w środę. Jutro upiekę chleb, to dostaniecie na drogę… Na takie dictum, nie ma siły… przesuwamy wyjazd na pojutrze…

dav
dav

sdr

Wieczorem Anka wraca z miasta z trzema piwami. Nie ma wyjścia. Trzeba wypić. Lokalne – Pacena…

dav
dav

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.