Boliwia – Dzień 240

mde

Dzień dwieście czterdziesty 21.05.2019

Powoli się pakujemy. Jutro wyjeżdżamy. Dosyć już tego siedzenia w domu franka, zużywania mu prądu i drogiego drzewa. PO południu odwiedzamy lokalny cmentarz. Jest wielki, są ogromne kaplice, w których pochowani są zmarli, oczywiście ci najbogatsi w Sucre. Ciekawostką jest, że chowa się tu ludzi piętrowo. Tak trochę jak w Polsce, ze jest wielka ściana, na której są jakby takie okienka. Otwiera się szklane drzwiczki i w niewielkim wgłębieniu umieszcza kwiaty i inne gadżety. Nie ma zniczy. Na jednej ścianie jest cztery rzędy takich nagrobnych okienek. Na czwartym, najwyższym „piętrze”, jeśli chcesz umieścić kwiaty, to musisz przystawiać drabinę…. No ciekawe. Jeszcze jedna ciekawostka – w okienkach umieszacza się wodę w niewielkim szklanym kieliszku, coś na kształt naszych „pięćdziesiątek” do wódki. Są też malutkie buteleczki, symboliczne. U mężczyzn jest to często piwo lub whisky.

mde

Wieczorem spotykamy się z naszymi uroczymi gospodarzami na pożegnalnej kolacji w La tawerna. Dosyć ekskluzywna knajpa jak na warunki boliwijskie. Jemy wspaniałe mięso, w ogromnych ilościach jak zwykle, w zasadzie jemy samo mięso, bo sałatki jest jak na lekarstwo, także brak frytek czy ziemniaków, czy ryżu. Nic. Pyszne mięso beef chateaubriand, oczywiście nie wszyscy dają radę zjeść wszystko i musimy brać na wynos. Trzeba zostawić sobie miejsce na całkiem dobre tiramisu.

mde

Napisz do nas
Facebook
YouTube