Boliwia – Dzień 263

Dzień dwieście sześćdziesiąty trzeci 13.06.2019

Ostatni odcinek drogi do Trinidad. Potem już podobno asfalt… Dały nam się we znaki te ostatnie dni. W aucie jest po prostu totalna piaskownica… Chyba żadne z miejsc nie uszło cało w konfrontacji z pyłem i kurzem który wlazł właściwie wszędzie. Już nawet nic nie sprzątamy. Ratuje nas tylko to, że śpimy w hotelach i po kilku godzinach w aucie możemy wziąć kąpiel i pozbyć się tego brudu, który nas oblepia. Przypominam, że ciągle mamy w dzień około 34 stopni w cieniu, przy wilgotności 95 %. Zostawiamy gruntowne czyszczenie auta do momentu, kiedy znajdziemy kamping z woda i zostaniemy tam na kilka dni. Dojazd do upragnionego asfaltu dał sie nam ponownie we znaki, bo droga na ostatnim odcinku jeszcze bardziej się pogorszyła i doszły ogromne dziury. Co jakiś czas sprawdzam dokładnie mocowanie bagażnika i wszystkich zamocowanych na nim elementów. Jak na razie nie jest źle, pomimo że środek konstrukcji ponownie obniżył się trochę. Jednak jest szansa, że wytrzyma jeszcze trochę naszej podróży. Odciążyliśmy go trochę, zabierając bańki z woda do środka jakiś czas temu.

dav

Przed samym miastem mamy małą pogawędkę z policją. Są ciekawi skąd jedziemy i dokąd. Jak zwykle :). W Trinidad tradycyjnie szukamy hotelu i już po godzinie udaje się zaparkować Defendera za bramą, co jest dla nas zawsze priorytetem. Pokój tym razem droższy, bo 180 BOB, ale co zrobić, duże miasto ma swoje prawa…

Poszukiwania pożywienia znowu kończą się marnie. Na lokalny markecie tradycyjnie, ryż, kurczaki i to wszystko… Spacerujemy jeszcze po mieście. Idziemy na lokalny market. Całkiem ogromny, ale kawy jako takiej, boliwijskiej nie można kupić…

sdr

 

—————————————–