Chile – sto drugi dzień wyprawy

SONY DSC

Rano budzi nas słońce.. wstaliśmy późno, bo słońce późno wyszło. Andy bowiem determinują widok na słońce i jego położenie względem ruchu Ziemi. Jedziemy dziś do Vina del mar. To pięknie położona miejscowość nad samym morzem. Poranek w Chile naszego pierwszego dnia ponownego pobytu w tym kraju, przychodził dużej niż zwykle, a to z powodu wysokich gór , które zasłaniały nam słońce.

Trochę późno zatem wstajemy, bo jak mawiają Chilijczycy oni mają zachody słońca, a Argentyńczycy wschody. Kiedy już wyszło zza gór, wyraźnie można było odczuć jego intensywne promienie. Na campingu byliśmy sami, postanowiliśmy się szybko zebrać i jechać w kierunku Vina del Mar. Droga była samą przyjemnością. Temperatura niezbyt wysoka, a krajobraz zmieniał się i dostarczał nam wielu wrażeń. Po drodze spotkały nas dwie niemiłe komunikacyjne niespodzianki. Musieliśmy uiścić opłatę za przejazd autostradą. Przyzwyczajeni już do darmowych przejazdów w Argentynie czy Urugwaju, nie przyjęliśmy tego z euforią. Co prawda sumy nie były wygórowane, ale nie jest to przyjazny kraj dla motocyklistów. Co prawda autostrady były w dobrym stanie technicznych, dobrze oznaczone (w Przeciwieństwie do dróg Argentyny). Kilkanaście kilometrów przed celem naszej podróży odczuliśmy gwałtowne ochłodzenie powietrza. Nie wiemy z jakiego powodu, ale różnica temperatur była wyraźna. Nie wiemy z jakiego powodu, ale chłód był namacalny. Jednocześnie powietrze nad samym morzem straciło swoją przejrzystość i widać było wyraźnie pewną mgiełkę. Statki na redzie były lekko za mgłą. Jazda na motocyklu daje tą przewagę nad samochodem, że czuliśmy zapach winorośli i zmieniającą się temperaturę wraz ze zmianą wysokości. Kierowani nawigacją GPS wjeżdżamy do miasta, na jego główny plac, zatrzymujemy się na chodniku, wzbudzając zainteresowanie wielu przechodniów.

SONY DSC

Rozdzielamy się w poszukiwaniu informacji turystycznej, ja zostaję pilnować motocykle. Dziś zdecydowaliśmy się pozostać w mieście, w którym niestety nie ma campingu. Bierzemy zatem tani hotel. Tani w Chile, to nie znaczy to samo co w Argentynie.

Viña del Mar

Viña del Mar

Z naszego punktu widzenia i naszej podróży taki wzrost cen wpływa znacząco na nasz dzienny budżet. Na resztę dnia porzuciliśmy nasz wierny środek transportu i na miasto poszliśmy pieszo. Zmęczeni ich codzienną obecnością zostawiliśmy je na parkingu hotelowym pod pokrowcami. Idziemy uliczkami Vina Del Mar w kierunku Pacyfiku.Oglądamy na nabrzeżu surferów, którzy ćwiczą wykorzystując niewielki fale.

Viña del Mar

Viña del Mar

Oglądamy nietypowy dom z basztą jak w średniowiecznym zamku. Zbudował go jakiś Niemiec z fantazją. Budowla stoi nad samym brzegiem na skale. Woda z impetem rozbija się tworząc ogromne fontanny. Kolejnym punktem jest piękny zegar kwiatowy. Tarcza z kolorowych roślin wygląda imponująco.Lekko głodniejemy, więc w drodze do hotelu szukamy czegoś na ząb.

Viña del Mar

Viña del Mar

Kupujemy po jednym empanadosie z mięsem i jednego na spółkę z innym nadzieniem. Pycha.

Robi się już późno, więc idziemy spać.

Napisz do nas
Facebook
YouTube