Dzień czterysta siedemdziesiąty drugi – 08.01.2020
Rano dojeżdżamy do Pillaro. Jakiś czas temu skomentował nam coś na grupie Land Roverowej pewien Ekwadorczyk z okolic Ambato. Później okazało się, że z Pillaro. Zaprasza nas do siebie.
Świetnie. Jedziemy. Przed 10.00 dojeżdżamy do jego domu. Okazuje się że to finka, na której rośnie sporo drzew, głównie śliwki tutejsze, jabłka i gruszki. Ivan, okazuje się być potomkiem niemieckiego emigranta. To długa i zawiła historia, ale jego pradziadek wyjechał z Niemiec w czasach gorączki złota. Poznajemy też syna Ivana, Matiasa. Czas upływa nam na miłych rozmowach, pijemy kawkę i jemy ciastka. W południe jedziemy do centrum Pillaro, gdzie cała nasza czwórka wspólnie je obiad. Ivan też ma Defendera, tylko rocznikowo dużo młodszy od naszego.

Pillaro jest znane z Diablady Pillareno, to zwyczaj tańców na ulicach, w pierwszym tygodniu roku, w przebraniu diabłów. To też długa historia…

Potem jedziemy zwiedzić Park Llanganates, a w nim piękne laguny. Co chwila drogę przecinają nam tutejsze conejo, czyli dzikie zające.
Wieczorem wracamy do domu Ivana i śpimy jak ludzie
w łóżku, wcześniej jednak próbując wina, które Ivan produkuje z gruszek, a także jedząc spaggetti, przygotowane przez jego syna Matiasa. Rozmowom i dyskusjom nie ma końca, zwłaszcza, ze poruszamy same interesujące tematy…
————————–




