Przez Atlantyk – siedemnasty dzień wyprawy

Senegal

Senegal

A było to tak: Śpię, śpię, nagle jakiś pająk po mnie zaczyna chodzić. Ale jakiś taki wielki jest, włochaty jakby… Ciągnie mnie i szarpie…? Sen to jeszcze, czy już się obudziłem? Czuję rękę na sobie i  słyszę w końcu głos:

– Krzyśku, Krzyśku wstawaj !

– ????

– Wstawaj, Afryka dzika, widać już !!

– Uhymm

Tak właśnie zaczął się mój/nasz dzień z Dakarem w roli głównej. Kilka dłuższych chwil przyglądaliśmy się przez okno zbliżającemu się brzegowi Afryki. Jeszcze w całkowitej ciemności, ale już wyraźnie było widać latarnię morską i zbliżające się światła wielkiego miasta. Statek zaczął zwalniać i zataczać łuk podchodząc do wejścia do portu, widzieliśmy to na GPS. Była 5 rano. Ja jeszcze padłem na łóżko i zasnąłem na trochę. Jak się okazało żonka moja również zasnęła ponownie. Obudziliśmy się w momencie kiedy holowniki ustawiały nasz statek przy nabrzeżu, kilka minut po 7. Idziemy na pokład rozejrzeć się.

Dookoła pełno kontenerów, place z autami, dźwigi portowe i inny sprzęt. Typowy portowy krajobraz. Na redzie stoi kilka statków. Z drugiej strony miasto. Wieżowce, ale niezbyt wysokie, zabudowania portowe, jakieś biura. Idziemy na szybkie śniadanie. Potem łapiemy za pomocą anteny sygnał sieci internetowej z portu. Bardzo przydatne urządzenie, które jak na razie w wielu miejscach pozwala nam połączyć się z Internetem. Budzimy tym niemały podziw wśród współpasażerów. Załatwiamy kilka zaległych spraw, poczta, Skype, itp. W końcu nadszedł czas pójścia do Dakaru.

SONY DSC

Zabieramy laptopa, trochę kasy i z resztą pasażerów ruszamy zwiedzić miasto. Większość pasażerów ma nadzieje złapać Internet, aby porozmawiać z rodzinami. Od kapitana dostajemy ksero naszych paszportów i dokument, że jesteśmy pasażerami Grimaldiego. To wystarcza, aby swobodnie wyjść z portu i poruszać się po mieście. Zostajemy jeszcze pouczeni, że mamy wrócić najpóźniej do 21.00. Po zjechaniu windą na dolny pokład, ruszamy pomiędzy kontenerami do bramy portu.

SONY DSC

Na razie całą grupą, jest nas dziewięcioro. Nie ma z nami tylko Cedrica. Nie wiemy czy miał zamiar w ogóle wychodzić. Rozglądamy się po ulicach, jest jeszcze mały ruch i większość sklepów i restauracji jest zamknięte.

Kilkaset metrów za bramą portu znajdujemy kantor wymiany walut. Wymieniamy podobnie jak większość z nas trochę kasy. My, podobnie jak Mathieu z żoną, decydujemy się na wymianę 10 euro. Nie wiemy czy to dużo, czy mało. Ale właściwie nie potrzebujemy za wiele. Jakieś picie i coś przegryźć lokalnego.

sprzedawcy kijków do czyszczenia zębów

sprzedawcy kijków do czyszczenia zębów

Po jakimś czasie gubimy Daniela po drodze. Decydujemy się podzielić na dwie grupy. Jedni maja priorytet znalezienia Internetu. My z Mathieu i Gladys idziemy zwiedzać. Dołączają do nas Livia i Jens. Umawiamy się, że cała grupa spotyka się za 2 godziny o 12 w miejscu wymiany waluty. Zagłębiamy się pomiędzy uliczki.

SONY DSC

Wszędzie widzimy ciemne twarze. A właściwie czarne niczym najczarniejszy węgiel! Kolorowe ubrania, kwieciste i w różne wzorki długie suknie kobiet. Mężczyzn, czasem w garniturach, ale przeważnie na „sportowo”. Wszystko ma ciekawy koloryt i jest inne niż to do czego jesteśmy przyzwyczajeni.

SONY DSC

Wzrok wędruje nam ciągle do nowych, ciekawych i frapujących miejsc jakie mijamy. Nowiutkie auta, przeważnie azjatyckich marek, mieszają się z ogromną ilością żółtych taxi. Te z kolei lata świetności mają już dawno za sobą. Przeważnie Peugeoty najróżniejszych modeli, strasznie kopcące, są wszędzie. Miasto jest nimi wypełnione.

Na chodnikach, przy ścianach, w zaułkach siedzi wielu ludzi. Bardzo wyraźnie biedni. Handlują różnymi rzeczami, czasem żebrzą.

Od czasu do czasu dochodzi do naszych uszu charakterystyczny dźwięk. Trochę jak klaskanie. To pucybuci trzymając dwie szczotki do czyszczenia i polerowania butów, kołaczą nimi, dotykając z mocą dwóch drewnianych powierzchni. Ogromna ilość małych dzieci zaczepia turystów i prosi o pieniądze. Maja małe metalowe puszki i przeszukują trawniki i chodniki, mając nadzieje znaleźć cos ciekawego i cennego dla nich. Widzieliśmy już takie sytuacje w Azji. Ale zawsze wzbudza to mieszane uczucia.

Znajdujemy zaciszne miejsce na kawę w mini parku w Instytucie Francuskim. Ceny europejskie (czyli kawa – 2 euro), ale łapiemy Internet i udaje nam się przesłać zdjęcia na serwer, aby mogła powstać relacja na stronie. Od rana było dosyć ciepło, a teraz niespodziewanie słyszymy grzmoty. Pada niewielki deszcz, który jednak szybko przechodzi. Wracamy powoli do miejsca naszego spotkania i z resztą grupy idziemy do knajpki o wdzięcznej nazwie Ali Baba.

Wewnątrz fajna lokalna atmosfera. Z menu wybieramy rodzaj kanapki – hotdoga. Dostajemy kilka dzbanuszków z różnymi sosami, a po kilku minutach, zawiniętą jak wielki cukierek sporą kanapkę. Wewnątrz podłużnej bułki jest kilka frytek, trochę sałaty i spory kawałek mięsa. Chyba wołowego, mielonego. Całość smaczna, albo już byliśmy głodni. Jak się okazało Senegal wcale nie jest dużo tańszy niż Polska. Wydajemy prawie wszystkie pieniądze, które wymieniliśmy. A zjedliśmy za 3500 miejscowej waluty.

nm_57

Jest godzina 13. Oddzielamy się od grupy, aby pochodzić jeszcze trochę uliczkami po mieście. Kierujemy się na chyba główny plac w mieście. Przysiadamy na centralnie położonej fontannie. Po burzy już dawno nie ma śladu, a słońce przypieka mocno.

Jesteśmy w centrum stolicy kraju. A dookoła nas ogromne ilości śmieci. Wszystko sprawia wrażenie totalnie zaniedbanego. Wody w fontannie nie było już pewnie od bardzo dawna. Wiele z jej elementów jest zniszczona i zdewastowana. Latarnie na placu straszą porozbijanymi kloszami. Po obu stronach placyku znajdują się małe budynki informacji turystycznej. Niestety oba są totalnie zniszczone i porośnięte trawą. Tutaj na pewno niczego o Dakarze się nie dowiemy…

SONY DSC

Dalszy spacer po mieście zawiódł nas w ulice tętniące handlem. Ogromne ilości różnych towarów zmieniają swoich właścicieli. Jesteśmy zaczepiani co chwila i nakłaniani do kupienia czegokolwiek. Nawet jeśli jest to nowiutka szafa lub łóżko. Wrażenie robią sprzedawcy drewna. Chodzą z charakterystycznymi witkami powiązanymi w małe sznurki. Te drewienka służą do czyszczenia zębów. Co któryś spotkany człowiek trzyma i miętosi w zębach taką gałązkę czy patyczek. Dochodzimy w okolice portu, gdzie stoi nasz statek. Widać jaki jest wielki.

 Robimy jeszcze małe kółko uliczkami. Wydajemy ostatnie monety jakie zostały nam po wizycie w restauracji na colę.

SONY DSC

Kierujemy się do bramy portu, gdzie po małej kontroli papierów zostajemy wpuszczeni do środka. Od drugiej strony, pomiędzy jeżdżącymi ciężarówkami dochodzimy do rampy Grande Amburgo. Nogi już nas trochę bolą. Przez ostatnie 10 dni nie chodziliśmy zbyt wiele po pokładzie. Daje to o sobie znać.

SONY DSC

Po powrocie na pokład ponownie łączymy się z Internetem i rozmawiamy na skype z rodziną. Odbieramy pocztę, sortujemy zdjęcia zrobione dziś na mieście. Na tym upływa nam czas do kolacji. Posiłki wracają pomału do normy.

W porcie widoczny nasz statek

W porcie widoczny nasz statek

Po świątecznym obżarstwie, na talerzach pojawia się „biff”. Nieodłączny nasz towarzysz… Konsumujemy go wytrwale. Musimy napchać nasze brzuchy. Mało gryziemy, raczej od krajamy  jak najmniejsze kawałki i tak jakoś nam się udaje go zjeść. Gryzienie jest przereklamowane…

trochę przeładowana ciężarówka...

trochę przeładowana ciężarówka…

Po posiłku idziemy na pokład, gdzie trwają w najlepsze prace przy częściowym rozładunku statku. Auta które dotychczas stały na najwyższym pokładzie zostają przeniesione na ziemię. Przy pomocy ogromnego dźwigu w który jest na naszym pokładzie. Auta wjeżdżają na specjalny najazd po 4 sztuki, a następnie z wysokości około 30 m przestawiane są na nabrzeże. Załoga wyraźnie się śpieszy. Widać że mają duże doświadczenie w swojej pracy.

rozładunek samochodów

rozładunek samochodów

Na niższym zewnętrznym pokładzie w miejsce po autach ciężarowych, które tam stały, ustawiane są kontenery wysyłane z Dakaru. W światłach portowych i oświetleniu statku widać kłęby kurzu. Po jakimś czasie wracamy do kabiny. Zostawiamy zajętych swoją pracą marynarzy.

SONY DSC

Napisz do nas
Facebook
YouTube