Kolumbia – Dzień 624

Dzień sześćset dwudziesty czwarty – 08.06.2020

Dziś niespodziewanie mieliśmy dzień bardziej urozmaicony niż zazwyczaj. Poranek późno zaczęty, bo przebywanie w klimatyzowanej sypialni jest dużo przyjemniejsze niż fala upału uderzająca w nas bezpośrednio za drzwiami w salonie. Nasz klimatyzator działa zazwyczaj całą noc i daje nam komfortowe około 27 stopni do spania. Nawet w nocy temperatura powietrza nie spada poniżej tej wartości…

Ale do rzeczy. Po śniadaniu, tak gdzieś około 11 godziny ;), decydujemy się zadzwonić do naszego ubezpieczyciela  umówić bardzo długo już odkładaną wizytę u lekarza. Jeszcze na kampingu coś mi się zrobiło w rękę i straciłem sporo siły w niej, a co ważniejsze zdolność 100% poruszania. Myśleliśmy że z czasem przejdzie, jednak poprawa nastąpiła ale bardzo niewielka niestety. Zatem nasze ubezpieczenie zadziałało i  po 2 godzinach dostaliśmy namiar na klinikę gdzie mamy się zgłosić.

mde

Zatem nie było wyjścia i wyciągnęliśmy auto z garażu i udali się do szpitala. Wejście do środka nie było zbyt trudne i po sprawdzeniu gorączki, uzbrojeni w maseczki znaleźliśmy się w środku. Po kilku minutach skierowano nas do właściwego sektora, gdzie po godzinie czekania przyjęła nas pani doktor. Ubrana w maseczkę, okulary ochronne i dodatkowo w szklaną przyłbicę zasłaniającą twarz. Na dodatek siateczka na głowie, lekarski fartuch i na bytach zaklejona taśmą folia ochrona. Nie ma co zabezpieczenie 100%!

mde

Ogólnie wizyta nie była jakaś szczególnie owocna. Nie wiele nowego się dowiedzieliśmy. Rentgen nie był dostępny, więc prześwietlenia nie udało się zrobić. Dostałem tylko tabletki przeciw bólowe i diagnozę, że najprawdopodobniej zerwany jest jakiś zaczep mięśnia i potrzebna jest rehabilitacja i nie obciążanie ręki. Tak więc nie obciążam jej i jest szansa, że za jakiś czas minią dolegliwości. W drodze powrotnej kupiliśmy jeszcze kilka owoców. Wieczór upłyną nam na kończeniu serialu Pułapka…

dav

————————————-

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.