Dzień sto siedemdziesiąty drugi 14.03.2019
Ogromnie pracowity dzień dzisiaj, podobnie jak wczoraj. Dalszy ciąg montowania systemu wodnego w naszym Defenderze. Finałowy montaż kurka z wodą na ściance defenera. Przyzwyczailiśmy się do bycia w jednym miejscu. Camping w Malarque jest naszym „drugim domem” jesteśmy tu już drugi raz, poprzednio na motocyklach również zatrzymaliśmy się w tym miejscu. Jest to powodem naszej łatwiejszej aklimatyzacji. Po owocowym śniadaniu ruszamy na miasto, ponieważ okazało się że do skończenia instalacji wodnej potrzebnych jest kilka drobiazgów. Odkrywamy fantastyczny sklep warzywno – owocowy, ogromna powierzchnia i wszystko, wszystko łącznie z truskawkami…
Oczekujemy również „gościa” wieczorem, wiec kupujemy zakupy spożywcze – warzywa owoce, koziołek, kiełbaski (chorizo).
Wracamy na camping, na szczęście namiot stoi (rozłożyliśmy go kilka dni temu) wygodne foteliki i stolik dają nam chwile relaksu, a namiot zapewnia ochronę przed insektami i wiatrem.
Wchodzę na dach z wiertarką. Pracochłonne drobiazgi montażu zbiornika, węża i zaworu zajmują trochę czasu, ale po kilku godzinach wszystko jest zapięte na ostatni guzik.
Mamy nadzieję, ze zapewni nam to trochę więcej komfortu w podróży. Rozkręcam jeszcze kuchenkę benzynową, którą wozimy ze sobą na wszelki wypadek, aby wymienić dwa oringi wewnątrz, bo trudno się na niej gotuje.
Wieczorem dołącza do nas Anna – motocyklistka.
Zabieram się do pieczenia koziołka, tak jak obiecywaliśmy jakiś czas temu, kiedy się spotkaliśmy w El Bolson. Rozpalam ognisko, przykładając dużą wagę do starannych procedur przez kolejne dwie i pół godziny, smarując delikatnie mięso masłem, piekę je powoli. Dziewczyny plotkują i przygotowują sałatki. Wieczór upływa fajnie i rozmownie przy argentyńskim Malbec. Anka przywozi też piwo, które próbujemy..






