Chile – Dzień 126

Dzień sto dwudziesty szósty 27.01.2019

Jak to Krzysztof mówi, wyszliśmy dziś ze swojej strefy komfortu (zona of comfort). Rano wstaliśmy skoro świt, obudziłam się o wpół do siódmej i pojechaliśmy do Parku Jeinimeni zrobiliśmy tak zwane pierwsze mały kółko, czyli ponad 7 km trekkingu, podczas którego oglądaliśmy piękne skały, niewielką jaskinię rąk (podobną jak cztery lata temu w Argentynie), a także specjalne formacje skalne zwane Valle Lunar (dolina księżycowa).

IMG_2873 IMG_2920 IMG_3044 IMG_2940

Te siedem kilometrów zajęło nam ponad cztery godziny, w dużym wietrze, potem w dużym słońcu, a na końcu ostro z góry, wiec stawy i inne piszczele dostały trochę w kość. Aby zobaczyć sektor Piedra Clavada trzeba wjechać do parku, ponad 25 km, po czym krętą i wyboistą drogą wjechać na parking (tylko dla samochodów 4×4). Pogoda dopisała, pomimo, że prognozy były fatalne, miało padać, a przynajmniej być pochmurno. Tymczasem piękne słońce od rana zachęcało do życia. I do trekkingu.

IMG_2996 IMG_2851 IMG_2877

dav

Zmęczeni, wykończeni, zrobiliśmy a potem zjedliśmy  spaghetti, po czym szczęśliwi (bo wysiłek fizyczny uszczęśliwia) ruszyliśmy pożegnać się z Mileną, a późnej trochę przed 16.00 na granicę chilijsko-argentyńską.

IMG_3077

Odprawa celna przeszła w miarę sprawnie i szybko, posterunki graniczne są oddalone od siebie o paręnaście minut drogi, ale po wszystkich formalnościach byliśmy już w Los Antiguos, argentyńskiej stolicy czereśni. Pierwsze co, to kupujemy dwa kilogramy (płacimy około 10 zł). Później kolejna  niespodzianka – spotykamy Sarę z Francji, która jeździ Defenderem. Dwa miesiące wcześniej przypłynęła z Hamburga na Grande Francia linią Grimaldi. Jak widać właściciele Defenderów zawsze się odnajdą, wypatrzą i spotkają. Sara podróżuje z matką, która przyleciała do niej z Europy, wcześniej towarzyszył jej chłopak, a za dwa miesiące na miejsce matki przyjedzie wymiennie koleżanka. Rozmawiamy długo o różnych sprawach związanych z Defenderami, po czym serdecznie się żegnamy i „hasta pronto” – do zobaczenia wkrótce. Na szlaku.

angig

Śpimy blisko miejskiej plaży, piękne miejsce, bardzo wietrzne, ale widok na jezioro Lago Buenos Aires – niezapomniane.

antig1

Jezioro jest duże, często nad nim śpimy. To największe jezioro w Patagonii i zarazem najgłębsze w Ameryce Południowej. Jeszcze w Chile często – nazywa się ono tam Lago General Carrera, a po stronie argentyńskiej to samo jezioro nazywa się Lago Buenos Aires. W jezyku Tehuelche – rdzennych mieszkańców tych terenów nazywa się Chelenko (burzliwe wody), z której to nazwy chętnie korzystają w celach marketingowych zarówno Chilijczycy jak i Argentyńczycy.

Napisz do nas
Facebook
YouTube