Urugwaj – trzydziesty ósmy dzień wyprawy

Wyjechaliśmy w końcu ze statku. Ostrożnie, delikatnie, nie nerwowo. Przynajmniej tak się staraliśmy. O ile w ładowni, w środku statku było gorąco. To na zewnątrz było  bardzo gorąco. 14.30. powietrze nagrzane do nieprzytomności. A my stoimy i czekamy na agenta Grimaldiego. W końcu przyszedł, przejechaliśmy w spokojniejsze miejsce, i tak czekaliśmy, dostając cały czas informacje, że taka tu w Urugwaju biurokracja, że nie wiadomo ile to może potrwać, może godzinę, może dwie, a może…. manana.

Czekaliśmy do piątej. W tak zwanym międzyczasie wykorzystałam naszego agenta (czy też pomocnika agenta) i z jego telefonu zadzwoniłam do Martina, potwierdzić nasz przyjazd.

Krótko przed 17.00 mieliśmy załatwione wszystkie formalności wjazdowe, dostaliśmy czasowe pozwolenie na wjazd z motorami i rozpoczął się pierwszy kontakt z Ameryką Południową.  Z nowymi systemami oznaczenia ulic, sygnalizacji świetlnej (w Ameryce jest po drugiej stronie ulicy). Większość ulic jest jednokierunkowa. Po półgodzinie przeciskania się przez gęstniejący ruch uliczny, dotarliśmy do Martina, wjeżdżając w dzielnice niskiej zabudowy, kilka kilometrów za centrum.

Martin z talerzem urugwajskich przysmaków
Martin z talerzem urugwajskich przysmaków

Można powiedzieć, że dzień pełen wrażeń dziś. Jesteśmy u  naszego gospodarza z Coachsurfingu. Jest późny wieczór, około 22.30. wykończeni jesteśmy okrutnie. Po pierwsze jest bardzo gorąco. Podobno nawet 37 stopni. Nie sprawdzaliśmy tego na termometrze, ale naprawdę czujemy że gorąco jest obezwładniające.

Nasz gospodarz – Martin 4 lata spędził w Polsce, także po miesiącu nie rozmawiania po polsku z innymi osobami niż własny współmałżonek, mamy teraz sposobność pogadać. I się wygadać.

Martin i Anisia są bardzo przyjaźni, bardzo pomocni i przesympatyczni. Opowiadamy o naszym projekcie poszukiwań pasażerów Chrobrego, dostajemy dużo dobrego jedzenia – sandia (arbuz), riccota, dulce, queso (żółty ser).

TOwarzystwa dotrzymują nam zwierzęta. Suzzie  – spaniel który jest bardzo żywotny i niezmordowany, cały czas chce żeby mu rzucać zużytą butelkę, bo aportowanie to jego żywioł. Kot – piękny czarny pozwala na zagłuszenie tęsknoty za Klemensem…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.