1098. Dzień wyprawy
Nareszcie ruszamy. Poranek dosyć intensywny. Poranna kawa, przynajmniej część z nas ja pije. Ja od kilku miesięcy jestem na specjalnej diecie i zrezygnowałem z wielu używek… Czasem oczywiście złamie tą zasadę jednak bardzo rzadko.! Zatem prawie przed wschodem słońca robimy jeszcze na szybko lunch do pudełek, żeby mieć zdrowe jedzenie na początek wyprawy. Zresztą wczoraj moja żona gotowała zupę do słoików i sos. Nie od parady przecież zabieramy taka dużą lodówkę. Inna sprawa że do Cabo san Lucas jest około 1600 km, i niewiele cywilizacji…
Około godziny 9,30 mijamy Ensenada. Zostawiamy miasto za sobą, znamy już je trochę z wcześniejszych pobytów. Przejeżdżamy zaskakująco zielonymi terenami ze dwie godziny. Często mijamy ogromne połacie szklarni i folii. Uprawy malin, truskawek i innych owoców…

W San Quintin wstępujemy do urokliwego „zajazdu” El Molino nad zatoką. Zjadamy przygotowany wcześniej lunch i ruszamy dalej na południe.

Po drodze oglądamy starożytne rysunki w jaskini na pustyni.
Na noc zatrzymujemy się w Hotel Mision Catavina. Urokliwe miejsce. Podobno w murach starej misji. Nie tanie… ale jedyne w zasięgu wielu kilometrów…

01.03.2026
——————————————-



