17. Veracruz – miasto początku…

17 dzień wyprawy.

Noc w hotelu minęła…. można by napisać że znośnie, gdyby nie ogromne hałasy dobiegające z ulicy. Do późnych godzin nocnych i od samego rana ciągłe trąbienie i gwizdanie policjantów kierujących ruchem. Do tego dziurawe tłumiki aut i w efekcie słabo przespana noc. Niewiele różniąca się od wielu nocy spędzonych prze zemnie w przeszłości w kabinie ciężarówki na niemieckich autostradach…

Po bardzo skromnym śniadaniu hotelowym wliczonym w cenę noclegu, zaczynamy procedurę załatwiania odbioru Defendera. Od jakiegoś czasu jesteśmy w kontakcie z „naszą” agentką w Meksyku w Veracruz właśnie. Dziś byliśmy umówieni na 8 rano w jej biurze. Łapiemy taksówkę i jedziemy około 3 kilometrów. Ceny w mieście są od razu przystępniejsze i płacimy tylko 50 Peso. Po przygotowaniu kilku dokumentów i skserowaniu naszych paszportów, jedziemy wraz z dwoma pracownikami agencji do banku, w którym należy zgłosić, zarejestrować i uzyskać czasowe pozwolenie na wjazd pojazdu na terytorium Meksyku.

Cała procedura trwała niespełna godzinę. Musieliśmy zapłacić kaucję w wysokości 200 USD + opłaty manipulacyjne w kwocie 1130 Peso. Kaucja będzie zwrócona w momencie opuszczania Meksyku.

Wróciliśmy piechotą do hotelu na krótką sjestę, potem mały obiadek i mały spacer po mieście. W każdym nowym miejscu trudno jest nam za pierwszym razem znaleźć optymalne cenowo i kosztowo miejsce do zjedzenia posiłków. Jednak potem powoli rozeznajemy się w terenie i udaje nam się w miarę smacznie i tanio zjeść.

16.03.2023

————————————