423. Tokyo – Stolica Japonii.

423 dzień wyprawy

Budzimy się bardzo wcześnie ! Ja o pierwszej w nocy, Krzysiek pół godziny po mnie. Jednak różnicy czasu i biologii się nie oszuka. Chociaż trzeba przyznać że jesteśmy dosyć wypoczęci. Ale nie ma co przesadzać, przecież nie rozpoczniemy włóczęgi po mieście w środku nocy. Zatem robimy małe pranie bielizny, uzupełniamy stronę i zdjęcia. Przeglądamy przewodniki i atrakcje w Tokyo. Za oknem już nie pada i mamy nadzieję że taka pogoda utrzyma się już podczas naszego pobytu w Tokyo.

Widok z okna hotelu Keihan Asakusa

Wstajemy około 5 rano. Myję głowę, suszę, piję kawę z saszetki. O siódmej ruszamy na podbój hotelowej stołówki/śniadaniowni. Zaskoczenie jest pełne, bo standard absolutnie jest wysoki. Dużo ciekawych dan do wyboru, sałata z wyborem różnych sosów, jajko, parówki jakieś dwie zupy, ryz z jakimś serem, jogurt, płatki. Jakieś japońskie potrawy w tym fermentowana soja w pudełeczku na którą się skuszam. Posmakowałam i już wiem, że nie. Ale jest maszyna do kawy (bo przecież nie ekspres) także poranna kolejna kawa jest pyszna. Jemy, jest sporo ludzi a jadalnia mała. Dlatego też wszędzie wiszą plakaty rekomendujące śniadania do łóżka. Przy pokojach na korytarzach są tace specjalne, z nóżkami, które można sobie na łóżku postawić. My znajdujemy cudem wolne miejsce i zjadamy nasz posiłek.

Po lewej bakłażan w jakimś sosie, u góry sałatka z fasolą szparagową i korzeniom lotosu? po prawej – zabij nie wiem
Fermentowana soja. Smak pozostawia do życzenia.. Albo – nie mój smak..
Kawusia z widokiem na ulice Tokio

Już o 8 ruszamy na podbój Tokio. Jesteśmy silnie podekscytowani i pierwsze kroki kierujemy Sensoji Temple, Piękne miejsce najstarszej buddyjskiej świątyni , zbudowanej w 685 roku. Oczywiście wszystko jest super odnowione, wyremontowane, odrestaurowane. Wygląda pięknie. Obok jest Adakusa centrum kramów i stoisk. Przyglądamy się lokalnym pamiątkom, słodyczom i innym drobnostkom. Wszystko wygląda bardzo japońsko, nic nie rozumiemy co jest napisane.

Asakusa

Potem jedziemy metrem do głównego dworca Tokyo Station. Sieć metra w tym mieście jest niesamowita łącznie jest 13 linii. a ich sieć to ponad 300 kilometrów. To także dlatego, że Tokyo jest ogromne, a liczy prawie 10 milionów ludzi. Ogromna część metra jest pod ziemią. Chociaż ciekawą linią jest Yamanote, które jeździ dookoła miasta, w takim kółku ma tory ułożone. Ona właśnie jest częściowo na ziemi. Dzięki temu można pooglądać japońską stolice z okien pociągu.

Jedziemy ze stacji Tawaramachi do stacji Tokyo Station, głównej dla nas. Chcemy zobaczyć jak wygląda dworzec, bo pojutrze już o 9 odjeżdżamy stamtąd do Hiroszimy. Dworzec jest duży, myślę że trochę nam urudnia to, że dużo jest japońskich znaczków, to znaczy liter, słów. A po angielsku nie ma tego dużo, choć podobno i tak jest lepiej bo parę lat temu nie było po angielsku napisane…

W automacie odczytujemy QR code, który dostaliśmy na maila przy rezerwacji biletów i już po chwili drukuje nam bilety na nasz wyjazd do Hiroszimy. Dobrze, że tu przyjechaliśmy na rozpoznanie. Wiemy już co i jak, nie będziemy się denerwować, że mało czasu. Pociągi objęte są bowiem rezerwacją miejsc, także mogło być tak, że nie będziemy mieli miejsca na ten wyjazd. Już dawno nie planowałam tak wyjazdu, by być wszędzie „na czas” i tak dokładnie zaplanowane, jak tu w Japonii.

Obchodzimy trochę okolicę, po czym wsiadamy do pociągu i podjeżdżamy do dzielnicy Shibuya, zobaczyć największe skrzyżowanie na świecie. Styka się w nim z pięć różnych ulic, dwupasmowych często i jak zapalają się światła dla pieszych, to wszystkie. Powoduje to że skrzyżowanie zaczyna roić się od ludzi, którzy nadciągają z każdej strony. Strategiczne miejsce jest podobno w Starbucks na skrzyżowaniu, gdzie jest kolejka, ale za to z pierwszego piętra można cyknąć fotkę tego skrzyżowania i tłumów, jakie się przemieszczają.

Nieco przy wyjściu z metra jest też pomnik Hachiko, psa, który w tym miejscu czekał na swojego pana. To historia wierności i przywiązania tych zwierząt, bowiem swego czasu pies odprowadzał człowieka na dworzec,ten wsiadał w pociąg i odjeżdżał do pracy, a pies czekał na powrót. To była podobno wyjątkowa więź. W każdym razie którego dnia jego pan zmarł, ale pies dalej czekał na dworcu. Może myślał, że pan w końcu z pracy wróci. W każdym razie po śmierci psa postanowiono uhonorować jego niezwykłe przywiązanie i zaskakujące czekanie na pana (zamiast po prostu iść naprzód dalej), i postanowiono mu pomnik, który dziś jest tak często obfotografowywany, że aż strach. Tłumy czekają by zrobić zdjęcie z psem z brązu.

Pomnik Hachiko z tłumami turystów

Szlajamy się trochę po Shibuya, wchodzimy to w jedną uliczkę, to w drugą. Zasiadamy w końcu w raju czyli w sushi bar, gdzie dostępuję ekscytacji i zjadam sześć talerzyków z sushi. Każde inne, bo to taki bar z jadącymi na taśmie talerzykami… Krzysiek raczy się jakąś zupą rybną, ale płacze, że tam mu oko pływa.

Jeszcze trochę łazimy po czym siadamy w Starbucks, bo już nogi nas bolą okrutnie.

Potem decydujemy się iść do ratusza miejskiego, czyli Tokyo Meropolitan Government Building. Tam wjeżdżamy na 45 piętro i podziwiamy panoramę miasta z południowej wieży. Widok jest imponujący. Warty czekania ponad 40 minut w kolejce na dole przy windzie.

Wykończeni zbieramy się do metra, dojeżdżamy z jedną przesiadką do naszego hotelu i jeszcze jemy kolację. Ja jak zwykle sushi, nie ma to jak być „Sushiżercą”. Pan daje mi menu i taką kartkę z literkami, oznaczeniami, które sushi chcę. Coś tam chyba pomyliłam, ale nieważne. Przynosi mi nie to co zamawiałam ale za to po prostu niebo w gębie. Piję małe piwo do tego i rozkoszuje się życiem. Krzysiek jakoś nie chce próbować, rameny mu też słabo wchodzą. Decyduje się iść do tej „restauracji” (cudzysłów celowy) z literką jedną w logo i tam zjada frytki i hamburgera. Nie robię scen. To jego wybór :).

Wykończeni wracamy do hotelu. Krzyś wchodzi do wanny, ja jeszcze idę do delikatesów zobaczyć co tam mają po drugiej stronie ulicy. Zmęczeni zasypiamy.

25.04.2024

————————–

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.