430 dzień wyprawy
Jak tylko otworzyłam oczy od razu wiedziałam, że to będzie piękny dzień. Odrobinę rozsunęłam okno, by zobaczyć, czy oby na pewno deszczowe chmury zniknęły, a słońce przebija się po nocy nawołując do życia. Tak. Niebieskie niebo skutecznie wywabiło mnie z łózka.
Czym prędzej ogarnęłam się, zrzuciłam z łóżka męża i zarządziłam wyjazd do świątyni Inari, która zwiedzaliśmy wczoraj. Albo raczej próbowaliśmy zwiedzać, ale zmęczył nas deszcz, morze parasoli i ogólny nieład. Nieład pozostał, ale za to wyszło słońce. Pojechaliśmy znaną nam już trasą z głównego dworca Kyoto do świątyni Fushimi Inari Taisha. Ludzi naprawdę było sporo, ale nie ta dużo jak wczoraj. Co nie zmienia faktu, że i tak było pełno turystów. Dzielnie jednak wspięliśmy się na szczyt, pomimo, że nie zjedliśmy śniadania.




Zajęło nam to dwie godziny, ale juz o 11 wracaliśmy pociągiem do dzielnicy Gion, gdzie spędziliśmy cały dzień błądząc malowniczymi uliczkami w stylu starej Japonii, zwiedziliśmy Kodaiji Temple,



Dookoła pełno młodych kobiet w tradycyjnych strojach gejszy. Ale wiemy już, że to „turystki” które po prostu wypożyczają te stroje i robią sobie setki zdjęć w tym klimatycznym i bardzo fotogenicznym miejscu.





Wróciliśmy na kolacje w okolicę Kawaramachi. To był naprawdę piękny dzień.

Dwa razy byłam na Sushi, na branch i na kolację… A Krzysiek dwa razy był w swojej ulubionej restauracji Gusto z robotem….





Wieczorem około 20.00 wróciliśmy znowu wykończeni do hotelu.
02.05.2024
——————————–






