429 dzień podróży
Pogody się nie wybiera, to oczywiste. Zatem dzisiejszy dzień zdeterminowała deszczowa aura. Padało jeszcze bardziej intensywnie niż wczoraj. Niebo zaciągnięte było gęstymi chmurami i na dodatek było sporo chłodniej niż wczoraj. Wiedzieliśmy że ma być właśnie taka aura bo zapowiadały to wszystkie prognozy pogody. Zatem rano nie spieszyliśmy się mocno. Zjedliśmy małą przekąskę zorganizowana przez moja żonę. dokładnie słodkie rogaliki zakupione w pobliskiej piekarni. Do tego była hotelowa kawa. Wszystko całkiem znośne i dające energie na pierwszych kilka godzin dnia.

Wreszcie około 10 postanowiliśmy ruszyć ponownie na miasto. Zaopatrzeni w parasole z hotelowej recepcji ruszyliśmy do pierwszej słynnej w Kyoto atrakcji. Dojechaliśmy tam dwa przystanki kolejką z dworca głównego w Kyoto. Trzeba przyznać że już co nieco rozeznajemy się w transporcie miejskim tego miasta. Jest nieco odmienny od Tokyo, ale całkiem komfortowy i dociera w wiele miejsc.

Fushimi Inari-Taisha, do tego miejsca właśnie dotarliśmy. To położona na górskim zboczu świątynia shinto z 711 roku i ścieżka, wzdłuż której ciągną się tradycyjne bramy. Te czerwone i bardzo gęsto ustawione bramy tworzą bardzo długą ścieżkę. W dniu dzisiejszym pomimo deszczu miejsce to było po prostu oblegane przez ludzi… ! Tłumy osób ustawiły się w kolejce do wejścia na owa ścieżkę. Na początku też chcieliśmy nią się przejść. Jednak po 20 minutach stania przeszliśmy zaledwie do wejścia do pierwszej bramy. A tłum ludzi w dalszym ciągu blokował dalsza drogę…


Postanowiliśmy podejść kawałek z drugiej strony i popatrzeć z boku na całą konstrukcję. Jak się okazało ludzie byli wszędzie. Pochodziliśmy jeszcze trochę po okolicy, porobiliśmy zdjęcia, popatrzyliśmy na liczne osoby przebrane w tradycyjne kimona Japońskie. Deszcz padał nieustannie, a parasole nie ułatwiały spaceru i poruszania się w tłumie.


Kierujemy się ponownie do kolejki. Po drodze próbujemy grilowanego kraba. Pyszna przekąska. Chociaż nie, on nie był grillowany, raczej jakoś tak jakby na parze przyrządzony


Następnie jedziemy na południe w stronę dzielnicy Gion. To jeden ze starszych rejonów Kyoto. Sporo tu niewysokich budynków w tradycyjnym stylu. Ciekawe ornamenty, ciasna zabudowa, dużo lampionów na zewnątrz i knajpek. Klimat iście Japoński.


Kiedy około 15 deszcz nie przestaje padać decydujemy się pójść ponownie do sieciowej Japońskiej restauracji gdzie gości obsługują roboty. Poza tą atrakcją jest tam całkiem dobre jedzenie, desery i napoje. A dodatkowo nie najdrożej.


Spędzamy tam sporo ponad godzinkę. Najadamy do syta. Degustujemy deser i w zapadającym zmroku wracamy do hotelu. Potem już tylko długa gorąca kąpiel na rozgrzewkę i zasłużony odpoczynek…
01.05.2024
——————–



